O mnie

Beskidzka dziewucha. Górski włóczykij z zamiłowania, miłośnik wszelakiego trekkingu i wspinania, esteta, amator fotografii, sympatyk tworzenia nowych krain spod swojego pióra, pasjonat natury i zapalony rowerzysta górski.

Jeśli ktoś kilka lat temu powiedziałby tej małej złośnicy, że będzie zdobywała szczyt za szczytem, że będzie miała motywację, by chodzić po górach to zapewne głośno by się zaśmiała. Bo jak to możliwe? Tak ostrożna dziewczynka, która kolejność zjadania posiłku z talerza opracowuje według konkretnych i skomplikowanych metod? A jednak. Czasem życie przynosi nieoczekiwane zmiany. Ta mała dziewczynka, mimo swoich wewnętrznych barier, lęków i fanaberii w ciągu roku zrobiła gigantyczny krok w swoim życiu.
   Od małego pociągały mnie góry. Ich wielkość i potęga. Cisza i spokój. Dzikość. Piękno. Zamglone szczyty. Pełne promieni słońca doliny. Lasy w chmurach o zapachu deszczu. Nigdzie nie czułam tak dobrze jak tam. Czułam się spokojna i naprawdę w swoim świecie, w którym mogę swobodnie oddychać i czyścić rozum od chaosu szarej codzienności. Wrażliwość na otaczające piękno zawsze była mi bliska.
  Serce mam od małego w Beskidach, w których się urodziłam. To te zalesione pagórki i góry zrodziły we mnie miłość do wszystkiego, co wznosi się ponad poziomem morza. Zaraz potem otworzyłam oczy i spojrzałam na świat, który mnie otacza i poszerzyłam horyzont. Ruszyłam przed siebie, a z górami jest jak z uzależnieniem. To moja osobista dopamina, która pchnie mnie do przodu.
  I o tym właśnie będę pisać. O nowych wyzwaniach, literaturze, sprzęcie, spiszę poradniki, rzucę pomysł na dyskusję, rozważę, napiszę o rowerowych trasach, endurowaniu górskim i górskiej filozofii.
Mam te swoje góry. Ten swój niewielki świat, który przemierzam i zamierzam przemierzyć. Zostawiłam swoje serce w górach. Skradły mi je. Powracam więc tam, gdzie raz zostawiłam swoje serce.