01 lutego, 2020

Zimowy poranek w Górach Choczańskich. Wielki Chocz.

Po ponad trzech latach znów wylądowałam na Wielkim Choczu (1611 m n.p.m.), dodatkowo w tak cudownych warunkach. To był strzał w dziesiątkę. Spontanicznie wymyśliłam sobie żeby kolejnego dnia wstać wcześnie rano, tuż przed załamaniem pogody, ruszyć na Słowację w Góry Choczańskie i wgramolić się na Chocza. Miałam okazję być tam wspomniane trzy lata temu, zimą, ale dnia, gdy chmury wisiały nisko, zakryły panoramę i wprowadziły trochę nostalgii na szlaku. Dlatego więc dobrze jest wracać. W nowe okoliczności. Nawet tymi samymi szlakami, które znów zaskakują. Bo Chocz mnie zaskoczył. Tego dnia był otwarty. Wyśniony. Bajkowy. Taki, jaki sobie wyobrażałam, że jest.

Pojawiła się na szczycie u mnie wdzięczność. Za każdy dzień na tym pięknym świecie. Wśród gór. Wśród lesistych pagórków. Szumiących potoków. Dzikich ścieżek, które depta się zapuszczając wciąż głębiej. W głąb siebie. I dzikiego lasu. Wdzięczność za każde wezbrane w płuca powietrze pełne rześkości. Za napełnienie je tym cudownym powietrzem. Górskim.

Do relacji z Wielkiego Chocza z Valaski Dubovej zapraszam w starszym artykule sprzed kilku lat, również zimowym, gdzie znajdziecie szczegółowy opis szlaku w zimowych warunkach, zdjęcia szlaku oraz kilka przydatnych informacji. RELACJA Z WIELKIEGO CHOCZA-relacja i opis szlaku.