Grudzień 19, 2019

„Anatomia Góry. Osiem tysięcy metrów ponad marzeniami” Rafała Froni. Recenzja.

Niektóre słowa mają tak wielką moc, że potrafią przenosić nas w całkowicie inny świat. Działają na wyobraźnię tak bardzo, że potrafimy wyobrazić siebie w innej sytuacji i w zupełnie innym miejscu. Jest nam tam dobrze, chcemy poznać dalszą historię, dalsze losy, dalsze wydarzenia, a przy tym zrozumieć człowieka, którego słowa tak bardzo nas inspirują. Taką moc mają słowa Rafała Froni w „Anatomii Góry”.

Słowa Froni nabrały, może nie mocy, ale zainteresowania wtedy, gdy zaczął on pisać swoje dzienniki z Narodowej Zimowej Wyprawy na K2 w 2018. Pisał tam o codziennym życiu, codziennych sprawach, a przede wszystkich o walce z górą. O konfliktach również- smaczki dla tych, którzy lubią informacje rodem z seriali tasiemców. I książka to również wątki najnowsze, pełne napięcia. Ale „Anatomia Góry” to nie dzienniki z wyprawy na K2. To coś znacznie głębszego, co wymaga słuchania i zrozumienia. Próby zrozumienia.

Słowa Froni to swobodne przemieszczanie się między głębokimi oceanami wyniosłych myśli, rozmyślań, prób zrozumienia zdobywania gór najwyższych, relacji z górami, podążania za marzeniami, odnalezienia w nich siebie i sensu swojej podróży. A przede wszystkim zrozumienia, za co tak naprawdę kocha się ten potężny, zalodzony kawał skały, który nas męczy i zabija. Za tymi głębokimi oceanami wyniosłych myśli kryją się całkiem humorystyczne opowiastki prosto z Himalajów, Pamiru czy Andów, w których wspinał się Fronia. A Fronia to Fronia. Człowiek dystansu do samego siebie, do życia i innych ludzi, do tego, co go spotyka. Może on irytować swoim luźnym podejściem i afektacją, może zachwycać swoim estetyzmem. Ale jego podejście i styl są indywidualne. A indywidualizm jest wtedy, gdy każdy z nas stoi osobno na tym wielkim świecie i wyraża swoje zdanie.

Autor przytacza wiele historii ze swojej górskiej drogi. Opowiada, jak stary znajomy, z którym mamy przyjemność spotkać się w górach w schronisku, gdzie bywał, co robił i kto go po prostu wkurzył. Gadka szmatka. Ale gadka bardzo sensowna, choć zwykła, naturalna, powszednia. Pełna informacji nad wyraz przydatnych i interesujących. Niektórych z nich, jak tych spod K2, bardzo pożądanych przez czytelników i głodnych sensacji.

Dzisiejsze książki to także zdjęcia. Duże ilości zdjęć, bo chcemy być karmieni obrazkiem, by ułatwić wyobrażenie. Są pomocne w poznawaniu i odkrywaniu. Wzbogacają, a nie odbierają. W „Anatomii Góry” znajdziecie ich mnóstwo. Czy to zwykły kadr z górskimi przyjaciółmi czy zdjęcia krajobrazów. I jako, że książka ma niezwykle luźną formę, zdjęcia idealnie ją uzupełniają.

Styl tej książki jest niecodzienny. Styl Rafała jest niecodzienny, bo trochę mówiony, bez ograniczeń i trochę poetycki . Jaki to więc jest schemat? Jak to nazwać? W jakie ramy się mieści? Musi się w jakieś mieścić? Czy zawsze coś musi być włożone w czyjś wcześniej stworzony schemat? Dlaczego tak ciężko wprowadzić coś nowego, innego, nie gorszego od reszty i to najzwyczajniej w świecie zaakceptować?

Czymże jest anatomia jak nie poznawaniem? Nie tylko ludzkiego ciała, ale i gór. Rozebranie skalnej ściany, kopuły szczytowej, rozbicie kawałka lodu na milion części długim myśleniem, dotarcie do miejsc, gdzie jeszcze się nie było, przejście przez takie drogi, gdzie liczy się wszystkie dostrzeżone kamienie i głazy, pęcherze na stopach, nudne dni spędzone w namiocie, ilość wypitych gorących herbat. To rozebranie przeżyć, uczuć i emocji na czynniki pierwsze. Dotarcie na swój własny szczyt marzeń z własną głową pełną pragnień i tęsknot. „Anatomia Góry” to droga do poznania. Poznania siebie w tych najwyższych górach „Osiem tysięcy metrów ponad marzeniami”.