Wrzesień 04, 2019

„Psychovertical. Przestrzeń obłędu” Andy Kirkpatrick. Autobiografia solo.

Góry przyciągają do siebie wielu sympatyków. Tych, którzy szukają wyciszenia wśród natury, romantyków czerpiących inspirację, trekkerów kochających długie dystanse, dzięki którym odpoczywają i zbierają doświadczenia oraz tych, których intryguje to, co niedostępne. Na pierwszy rzut oka. I najczęściej dla zwykłego turysty czy pasjonata. Ale nie wspinacza. Człowieka, który kocha zimną, twardą, o ostrych krawędziach tnących skórę dłoni, pionową i wysoką na setki metrów ścianę. Ścianę, która wzywa. I której wspinacz pożąda.

„Psychovertical. Przestrzeń obłędu” to autobiografia znanego, brytyjskiego wspinacza Andy’ego Kirkpatricka, który w ciągu trzynastu dni pokonał solo (bez użycia liny) ścianę Reticent Wall na El Capitanie. Poza tym, ma na swoim koncie szereg wspaniałych przejść różnych dróg na całym świecie. Wbrew pozorom, człowiek może sobie pomyśleć, że Kirkpatrick to szaleniec. Ojciec dwójki dzieci, mąż, ma dla kogo żyć, a on pnie się bez asekuracji na tak trudne ściany. Kocha rodzinę. Ale równocześnie kocha też ryzyko, które pozwala mu żyć, które jest mu potrzebne do życia niczym tlen. I to nie jest absurd, choć pierwsza moja myśl była właśnie taka. Andy to człowiek, który podchodzić o wszystkiego z humorem, więc i w książce znajdziemy wiele fragmentów, które spowodują na twarzy uśmiech. I w jego słowach znajdujemy ciepło, ciepło człowieka prostego, zwykłego, ale z ogromną głową marzeń, planów i ambicji. Myślę, że w zakamarkach jego głowy pojawiał się ten ludzki, pierwotny lęk, że liczył się z tym, że może nie wrócić, jak sam o tym mówi, ale wie, że bez wspinania, pokonywania siebie i swoich słabości, jego życie będzie puste.

„Psychovertical” to książka o aspekcie psychicznym. O charakterze osobistych przeżyć, głośnych myśli przelanych na papier i szczegółów czysto technicznych, które przedstawiają obraz pokonywania solo tej trudnej drogi w Kalifornii. Wyciąg po wyciągu, niczym powtarzana mantra. Od słowa do słowa, od pierwszej kropli potu do ostatniej

W książce większą część zajmuje tekst. Ale bardzo ciekawy. I tekst ten sam maluje obrazy w głowie czytelnika. Wyobraźnia działa. I bardzo mi się podoba to, że Andy o to zadbał. Ciekawe czy zaplanował ten zabieg, czy nawet o nim nie myślał… Na kolejnych stronicach znajdziemy czasem opis drogi ze szkicem, kilka rozrysowanych przyrządów do asekuracji, a pod koniec książki fotograficzna, krótka relacja z… nie będę niszczyć frajdy z oczekiwania i niespodzianki. Ale zdjęcia, jak i rysunki są jedynie niewielkim dopełnieniem całości, których jakby nie było, nie zrobiłoby to nikomu zawodu. Kirkpatrick nadrabia pięknymi opisami, których jeszcze nie znalazłam w dotychczasowej, czytanej przeze mnie książce. Nie wieje nudą. Po prostu.

„Zawsze miałem poczucie, że romantyczne spojrzenie na góry było jedynie dla tych, którzy dawno przeszli na emeryturę lub takich, którzy tylko sobie wyobrażali, jak mogłoby w nich być; dla poetów, nie wspinaczy. Dla mnie – góry to po prostu walka, i tak tylko można o nich pisać” – Andy Kirkpatrick.

I tak, jak rozpoczęła, tak samo skończę. Są wspinacze romantycy, którzy we wspinaniu widzą duchowe oczyszczenia jak choćby nasz Wojciech Kurtyka. Ale są też tacy, którzy widzą morderczą walkę. Walkę żołnierza z wrogiem, z którym po wygranej bitwie dochodzi do pojednania.

 

Wpis powstał we współpracy z Wydawnictwem Stapis: KLIK