Wrzesień 09, 2019

#1 Wiating, czyli chatki w górach. Co to takiego? Chatka na Suchej Górze w Beskidzie Żywieckim.

Biwakowanie w górach to nie tylko spędzanie nocy pod namiotem czy wędrowanie od schroniska do schroniska. Niektórzy preferują spanie na dziko na hamaku gdzieś w leśnym gąszczu, a inni zaś uprawiają tzw. wiating, czyli szukają wiat i chatek, w których mogą przenocować. Dość pomysłowe, prawa? Co ciekawe, za spanie w tego typu domkach (nie chodzi o bazy namiotowe czy „leśne kempingi”) nie musimy nic płacić, za to obowiązuje kilka zasad, których musimy obowiązkowo przestrzegać. Zanim jednak przejdę do opisu tego konkretnego miejsca, napiszę kilka ogólnych słów skąd wziął się pomysł na takie chatki, kto je zbudował i za nie odpowiada, kto może z nich korzystać, gdzie szukać i jakich zasad należy przestrzegać.

Wiating- co to takiego?

Jak wcześniej wspomniałam, wiating to rodzaj noclegów w górach przy korzystaniu z gotowych drewnianych wiat, szałasów, bacówek i chatek. Korzystanie z nich jest całkowicie darmowe. Zwyczaj stawiania takich leśnych domów sięga już bardzo odległych lat, kiedy górale wypasali owce na górskich halach. Budowano wówczas niewielkie budynki z drewna, które miały zaspokoić podstawowe potrzeby, czyli dla zwykłego górala była to prycza do spania, mały stolik i piecyk lub miejsce na ognisko. Były one niewielkie i stawiane zazwyczaj na halach (blisko do miejsca wypasu).

Mijały wieki, lata, a z czasem z chatek zaczęły korzystać też inne osoby. Byli to zwyczajnie turyści chcący skorzystać z darmowego noclegu w górach. I tak też po dziś korzysta się ze starych wiat i chat, remontuje się je, rzadziej buduje nowe, by na rzecz turystyki były dostępne dla każdego wędrowca. Niektóre z chat są opuszczone i zaniedbane, niektóre zamknięte na cztery spusty i niedostępne, a inne należą do przeróżnych kół, towarzystw i stowarzyszeń, które za nie odpowiadają, remontują i przygotowują do publicznego użytku (publicznego jak publicznego, każdy może zostać ich gościem, ale jest to zazwyczaj wąskie grono). Także każdy, kto zna położenie takiej chaty może zostać jej gospodarzem na jedną lub więcej nocy całkowicie za darmo, ale przestrzegając pewnych zasad.

Jakie zasady obowiązują chatkowego?

Po pierwsze musimy pamiętać by szanować to, co zostało przez kogoś wykonane, udostępnione, ktoś poświęcił temu czas, pracę i pieniądze, by inni mogli z tego korzystać. Bezwzględne poszanowanie chatki, tego co się w niej znajduje, jak i całego jej otoczenia (o poszanowaniu lasu nie wspominam, bo to podstawa) to nasz obowiązek.

Dbamy o porządek w chatce i poza nią. Sprzątamy po sobie i zabieramy wszystkie śmieci ze sobą, które wyprodukowaliśmy. Nie zostawiamy, bo jest reklamówka z innymi, a zabieramy żeby się nie gromadziły i nie zostały rozwleczone przez dziką zwierzynę. Posprzątać za kogoś również można, a nawet wypada.

Jeśli zużyjemy wodę zostawioną w bali, czy drewno, naszym obowiązkiem jest uzupełnić zapasy danej rzeczy.

Swoje potrzeby fizjologiczne załatwiamy w wyznaczonych miejscach (zazwyczaj każda chatka ma w regulaminie lub dokładnie opisane takie miejsce, albo wystarczy się samemu zorientować, pochodzić i poszukać).

Nie zostawiamy otwartego ognia w chatce bez pilnowania. Tak samo jak i poza. Taka chatka to drewno i najczęściej siano, jedna iskra może doprowadzić do pożaru domku jak i lasu, który zazwyczaj znajduje się tuż obok.

Gdzie szukać chatek?

Istnieje strona internetowa, gdzie możemy znaleźć chatkę, jak i podstawowe informacje o niej: WIATIG

Na Facebooku znajduje się grupa miłośników tego sposobu nocowania, nazywa się Wiating, czyli chatki w górach. Każdy może do niej dołączyć.

CHATKA NA SUCHEJ GÓRZE W BESKIDZKIE ŻYWIECKIM

Chatka znajduje się potocznie mówiąc na Suchej Górze (rzeczywiście na jej zboczach) w Beskidzie Żywieckim tuż nieopodal niebieskiego szlaku biegnącego z Hali Boraczej do Rajczy. Została przekazana do dzierżawy TSG Młóckarnia, czyli klub sportowy z Rajczy.  O dokładnie koordynaty proszę zgłaszać się do klubu Młóckarnia.

Ale przejdźmy już do samego domku. Chatka jest stosunkowo duża, jak na leśne chatki, wydaje się niedawno wyremontowana. Zadaszenie sięga również nieco dalej niż sam dach, znajdują się tam ławki, więc i tam można sobie posiedzieć. W środku jest piec, stół, ławki, stos przygotowanego do użytku drewna, a nawet stos rzeczy, które mnie osobiście zaskoczyły! Znajdziemy tam starą komodę z naczyniami, garnkami, tackami, są narzędzia, kilka ubrań, koc, sztućce, są książki w bardzo dobrym stanie, tarka, chochelki, a nawet sprawny akordeon, karty (które posegregowaliśmy odpowiednio do gry) i zaprawione ogórki i papryka (ich bym nie jadła). Jest też kawa i herbata i wiele, wiele przydaśków. W chacie nie ma prądu, ale są odpowiednio przygotowane miejsca na świeczki jak wiszące „żyrandole” na świeczki oraz butelki i słoiki. Jest też duży zapas świec.

Chatkowy zeszyt gości również znajdziemy, więc każdy wędrowiec może się wpisać. Na górę prowadzą schody, a tam pod dachem przygotowane jest miejsce do spania (deski), kilka koców i karimat. Jest też okno, które można sobie uchylić, choć co prawda jedna szyba jest doszczętnie zbita i zimą na pewno nie jest to zaleta, bo zwykła koszula nie zastąpi szczelnej szyby. Żeby ktoś się nie wystraszył, w chatce są stare gniazda os (nad wejściem koło okna i na poddaszu w rogu). Sprawdzaliśmy, są puste, więc bez obaw. Co do samego miejsca do spania, polecam uważać na niektóre środkowe deski, które się obluzowały. Co prawda normalnie leżą i są bezpieczne pod naszym ciężarem, jak i my sami, ale jak się depnie na koniec to może podskoczyć- sprawdziłam osobiście przypadkowo. Obok posłania jest też budzik, który działa, więc jak telefon padnie to może nam pomóc w pobudce. Poza tym, w chatce jest też radio, które ma całkiem mocne baterie i dobry zasięg, ale łapie tylko słowackie stacje.

Przejdźmy może do tego, co znajdziemy w okolicy domku. Wykonano tuż obok miejsce na namiot z płatów desek, jest miejsce na ognisko (nie było jednak „ogrodzone” kamieniami, więc użyliśmy cegieł i kamieni by zabudować palenisko dookoła), patyki na ognisko też się znajdą, ławeczki są dookoła. Jeśli chodzi o toaletę i wodę to nieopodal jest wychodek, z którego można korzystać, a za chatką, kilkanaście metrów, jest misa, ławeczka, sznur na ręcznik itd., czyli miejsce, gdzie możemy się umyć. Jest też sezonowy strumyk, który płynie głównie wiosną i po obfitych opadach deszczu, w pozostałe dni jest albo suchy, albo przypomina bagno.

Jeśli chodzi o bezpieczeństwo to od zewnątrz chata nie ma zamknięcia, ale od wewnątrz już tak, więc spokojnie można spać i gdy ktoś będzie chciał do środka wejść, w najgorszym scenariuszu włamać się to go usłyszymy (my, z racji, że mieliśmy ze sobą sprzęt fotograficzny i rowery zabezpieczyliśmy się szklaną butelką, którą położyliśmy na górze drzwi, więc gdyby ktoś chciał wejść lub szarpał drzwiami, butelka by spadła i nas obudziła, więc polecam ten patent zdecydowanie).

My dotarliśmy do chatki dość spontanicznie z polecenia znajomego, który ją znalazł z pomocą mapy. Przedzieraliśmy się z rowerami na dziko przez las od strony Hali Boraczej, ale to tak konkretnie na dziko! I wyszliśmy idealnie pod domkiem. Jak się okazało, kawałek niżej jest droga, ale gdy nią następnego dnia zjeżdżaliśmy, okazała się równie stroma i kamienista. Dotarliśmy tam pod wieczór i niestety zastał nas przykry widok bałaganu pozostawionego po poprzednich gościach… Zamiast się rozgościć musieliśmy wszystko posprzątać i uporządkować. Ogarnęliśmy porządnie stół, ułożyliśmy drewno, pozbieraliśmy wszechobecne śmieci i pozamiataliśmy podłogę jak i miejsce do spania… pędzlem malarskim, bo jedyne czego w chacie brakuje to miotły. Wieczorem było ognisko, zostawiliśmy trochę gałęzi obok i gotowe patyki do pieczenia kiełbasek. Później stworzyliśmy sobie karczmiany klimat ze świecami, posegregowaliśmy karty, by nadawały się do gry i spędziliśmy kilka godzin na graniu w makao i pana. Następnie położyliśmy się spać, a z samego rana, po tym jak przeszła ulewa, zjechaliśmy do Rajczy.

Chatkę polecam z całego serca. jej gospodarze zadbali o każdy szczegół. Zaspokaja najważniejsze potrzeby. Jest przytulna, bezpieczna, ma bardzo ciekawą lokalizację i co tu dużo mówić, jest cudowna! Co prawda brakuje kilka rzeczy (np. miotła) i jest wiele niepotrzebnych (stare ogórki, kawy, smary, mydła), ale nie da się przecież codziennie tam bywać i sprawdzać czy wszystko jest i czy nic nie zostało zniszczone. A że jest dostępna dla wszystkich to niektórzy nie zawsze będą szanować cudzą dobrą pracę- kradzieże, niszczenie, bałagan. Podejrzewam, że po sezonie letnim odbywa się jej gruntowne sprzątanie i roboty remontowe. Jeśli więc chcecie spróbować nowego sposobu nocowania w górach to zdecydowanie polecam zainteresowanie się wiatingiem jak i tą konkretną chatką, jaka jest ta na Suchej Górze.

Dziękuję za takie miejsca w Beskidach, bardzo doceniam pomysłowość, zaangażowanie i chęci do tworzenia takich miejsc. Bardzo to szanuję!