Sierpień 01, 2019

Sulowskie Skały- skalne miasto, gdzie jeszcze ostała się cisza. Zamek Súľov i jaskinia Šarkania diera.

Są jeszcze takie miejsca, gdzie znajdziemy zupełną ciszę. I upragniony spokój. Miejsca, gdzie ścieżki będą ledwo przedeptane, a na szlaku nie spotkamy nikogo prócz własnego cienia. Tak mogłabym opisać Sulowskie Skały (Súľovské skaly), czyli skalne miasto na Słowacji znajdujące się kilka kilometrów od miasta Žilina.

Pierwotnie plan zakładał zrobienie całej pętli z zejściem szlakiem niebieskim, aczkolwiek po drodze zdecydowaliśmy się na nieco krótszy wariant z zejściem szlakiem żółtym do jaskini Smocza Dziura, która nas szczególnie  zaintrygowała. Poniżej znajdziecie mapę z dokładnym oznaczeniem naszej trasy:

https://mapy.cz/turisticka?planovani-trasy&x=18.5856029&y=49.1767030&z=14&rc=9qsG4xTjxHgsQiDPjQ0jOcbs01fS&rs=osm&rs=coor&rs=coor&rs=coor&ri=148638770&ri=&ri=&ri=&mrp=%7B%22c%22%3A132%7D&rt=&rt=&rt=&rt=&xc=%5B%5D

Szlak rozpoczynamy w miejscowości Súľov-Hradná. Samochód można zostawić na parkingu tuż przy szlaku (znaki wskazują, że jest płatny, aczkolwiek tego dnia nikt się tam nie pojawił, więc możliwe, że czasem ktoś jest, a czasem nie). My jednak zostawiamy samochód w miejscu zejścia zaraz obok kościoła.

 

Wędrujemy wpierw około 15 minut asfaltem w stronę oznaczeń i wchodzimy na ścieżkę z oznaczeniami zielonymi, gdzie celem numer jeden będzie Zamek Sulowski (Súľovský hrad). Podejście jest od samego początku wymagające, wije się miedzy ściśle rosnącymi drzewami i wyrastającymi skałami. Urok tego miejsca odczuwamy momentalnie, bo od samego początku jest ciekawie i czuć klimat tych gór. Mijamy formacje skalne, w niektórych miejscach ścieżka się rozgałęzia i bez problemu można na nią wejść, bo wprowadza w charakterystyczne punkty widokowe. Podążając dalej szlakiem, po około dwudziestu minutach szlak biegnie wąwozami, a następnie znów kieruje stromym podejściem w górę lasem sosnowym i docieramy do miejsca, gdzie mamy przed sobą mnóstwo wyrastających skał. W dole widać było tętniące życiem miasteczko, a tuż obok przetaczające się mgły między skalnymi wieżami, co robiło ogromne wrażenie. Nie mogąc doczekać się zobaczenia zamku na skale ruszamy dalej zielonymi oznaczeniami.

Pojawiają się pierwsze tego dnia promienie słońca, a sam las wygląda jak zaczarowany… Prowadzi nas w stronę niewielkiej drabinki i dość stromego podejścia, czyli już pod sam zamek. Wdrapujemy się coraz wyżej i nad naszymi głowami widnieje tabliczka, która mówi, że znaleźliśmy się w pierwszym ważnym punkcie. Od razu kierujemy się na „szczyt” zamku wąską ścieżką, przeciskamy się przez skalne ściany i pniemy w górę, a następnie schodkami i drabinką przez okno w skale przeciskamy się na górę. Tutaj polecam uważać, bo jest to miejsce eksponowane i wymaga małej gimnastyki. 

I jesteśmy. Meldujemy się na późnośredniowiecznym zamku Sulowskim z XV wieku (660 m n.p.m.) położonym na skałach zwanych Roháč.

Są to co prawda ruiny, ale doskonale zachowane. Okna, mury, piwnice, czy różne przejścia prowadzące do komnat, niekiedy położonych jeszcze gdzieś nad nami na skałach. Do tego przepiękny widok w stronę Roháča (803 m n.p.m.) czy  Dubnika (722 m n.p.m.) po przeciwnej stronie. Relaksujemy się odrobinę, napawamy niesamowitym klimatem tego miejsca i powoli szykujemy się do bezpiecznego zejścia na dół. Zaraz po zejściu drabinką znajdziemy coś, co przypomina piwnicę. W środku znajdziemy znicz, zdjęcie i pamiątkową tabliczkę. Z późniejszego szperania w internecie, bo byłam ciekawa co to za ludzie na zdjęciu i co tu się stało, okazało się, że kilka lat temu rodzina, którą zastała na zamku burza, postanowiła schować się w piwniczce. Niestety, piorun trafił matkę i córkę, które zginęły od porażenia, przeżył natomiast ojciec i syn, którzy stracili przytomność, a po przebudzeniu się sprowadzili pomoc. Do dziś w tym miejscu znajduje się wspomniana tabliczka i zdjęcie ofiar.

Rozpoczynamy zejście ścieżką trawersującą zbocze.

Po drodze znajdziemy kilka drabinek, jest odrobinę stromo, ale ułatwieniem są stopnie w ziemi i barierki. Zejście do szlakowskazu zajmuje około 10 minut do Lúki pod hradom, skąd szlakiem czerwonym bardzo przyjemną leśną drogą będziemy szli aż do Sedla pod Bradou. Idzie się przyjemnie i na etapie Sedla jest trochę podejścia, ale stosunkowo krótko. Co jakiś czas mija się charakterystyczne znaki na skale, które oznaczają punkt widokowy. Polecam odbić ze szlaku na ścieżkę, bo warto zobaczyć co mamy dookoła siebie. Pod Bradou (816 m n.p.m.) robimy przerwę na jednym z takich widokowych tarasów.

Widać odległe Góry Choczańskie i poniżej wieś Súľov-Hradná i pozostałe szczyty z pasma. Widać również Roháč (803 m n.p.m.) i szereg malowniczych skał. 

Po przerwie wędrujemy dalej zróżnicowanym terenem, ale już bez męczących podejść.

Mijamy przepiękne formacje skalne, przy których co chwilę się zatrzymujemy by zrobić kilka ciekawych ujęć, mijamy skalny grzyb czy przechodzimy urokliwe ścieżki, które same w sobie są niesamowitą atrakcją. Po pół godzinie docieramy do przełęczy Pod Rohácom i rozpoczynamy schodzenie szlakiem żółtym w stronę jaskini Šarkania diera. 

Las tutaj jest specyficzny, trochę w nim mroku, a cisza jest wręcz ogłuszająca. Schodzimy powoli i docieramy do skalnego okna, czyli potężnej skały, która tworzy bramę, a na górze łączy się tworząc łuk.

 

 

Nigdy nie widziałam czegoś równie majestatycznego. Ciekawe tylko do czego ta skalna brama mogłaby nas zaprowadzić, może do jeszcze piękniejszej krainy…

Dalej szlak jest nieprzyjemny. Stromy, a ziemia ujeżdża nam spod butów, nie ma żadnej stabilności. Ale na szczęście to tylko moment. Po kilkuminutowym zejściu na dół, do podnóża skał znajdziemy tablicę z informacją, że z powodu na obryw skalny, poprowadzono nowy szlak, obejście go od tyłu, więc ruszamy w tamtym kierunku.

Tutaj ziemia również nie jest stabilna, ale zejście ułatwiają gliniane schodki. Do rozwidlenia do jaskini dochodzimy od przełęczy w około pół godziny. Na polanie Luka pod Rohácom odbijamy w lewo w stronę jaskini, do której dotrzemy w piętnaście minut. 

Do jaskini wędruje się lasem szeroką, leśną drogą, która już pod ścianą zamienia się w ostre drapanie do góry po klamrach wbitych w ziemię, a następnie dwie drabinki. Ostatni etap do pokonania to zasypana kurzem i pyłem drabinka, z pozoru banalna, ale niebezpieczna. Z boku w skale przymocowano klamry, których warto się trzymać. Otwór jaskini robi niesamowite wrażenie, z początku budzi wręcz niepokój, co na jej końcu może się teraz znajdować… Wchodząc do jaskini trzeba uważać, bo idzie się po nachylonym terenie, ale z pomocą znów przychodzą klamry przymocowane do skał. 

Smocza Dziura (Šarkania diera) ma około 60 m długości, a wysokość otworu i najwyższych partii sięga nawet 20 m! Znana jest okolicznej ludności od dawna. Znaleziono tam czaszkę niedźwiedzia jaskiniowego oraz różne artefakty z obszaru kultury lendzielskiej z neolitu. Ze względu na bezpieczeństwo jaskinię można zwiedzać od 1 maja do 1 listopada. Nazwa jaskini związana jest z legendą, która mówi, że żył w niej kiedyś smok.

Potężna grota, skalne okna pod sufitem, gdzie przeciskają się promienie słońca, otwór wielki na kilkanaście metrów i nasze głosy odbijające się od ścian. Co prawda jaskinia nie ma korytarzy, a światło dociera do większości jej zakamarków. Mimo to robi niewyobrażalne wrażenie, jeszcze gdy dociera do ciebie fakt, że była domem prehistorycznego, wielkiego niedźwiedzia! 

Spędzamy tam około godziny, badamy każdy cal jaskini, ale mimo, że jest cudownym tworem natury i robi zapiera dech w piersiach to jakoś jaskinie budzą we mnie niepokój. Może nie lęk, ale niepokój i czuję się w nich nieswojo, więc wolałam spędzić tę godzinę bliżej wyjścia. 

Zejścia bywają najgorsze, więc szczególnie przy samym otworze jaskini warto skupić się na stawianych krokach, bo wszechobecny pył i żwir są bardzo zdradliwe. Dlatego pełne skupienie i używanie klamr, które w tym miejscu są pomocne. 

I tym sposobem zobaczyliśmy już większość zaplanowanych na ten dzień miejsc, więc pozostało zejście do wsi szlakiem żółtym (od jaskini powrót do Luki pod Rohácom) i już przyjemną, leśną dróżką powoli schodzimy w miejsce, gdzie zaparkowaliśmy samochód. Zajmuje to około 40 minut. Schodzimy dokładnie pod kościołem, gdzie zaparkowaliśmy samochód. 

Nieopodal miejscowości, gdzieś na polach, znajduje się Zrakova pyramida, czyli drewniana konstrukcja z widokiem na Sulowskie Skały. Miejsce to jest chętnie odwiedzane przez turystów, głównie do celów fotograficznych.

Nie mogłam przegapić tej okazji, bo osobiście lubię tego typu miejsca. Niestety nie prowadzi tam znakowany szlak, ale przekażę w skrócie jak łatwo można tam dotrzeć: zaraz za kościołem prowadzi droga asfaltowa do góry, więc kierujemy się nią (znajdziemy obok domów również parking), a następnie prowadzi wzdłuż płotu kamienistą drogą i cały czas idziemy nią do góry. Później odbijamy w pola, odbijamy w prawo drogą w stronę lasu. A za lasem to już bułka z masłem, bo konstrukcja jest widoczna. Znajduje się na polach, więc widok na skały jest naprawdę piękny. 

O Sulowskich Skałach marzyłam już od dawna. Niepowtarzalny klimat wyrastających ze wzgórz skał, wybitność, wszechobecna zieleń przyciągały mnie, jak magnes i wiedziałam, że stopy koniecznie muszę mnie tam zaprowadzić.
A pogoda zagrała nam piękny spektakl mgieł przetaczajacy się wśród skalnych kolosów, a później przykryła niebo grafitami i granatami… Czegóż więcej mogłam sobie życzyć?
Miejsce spokojne, dzikie, czyste, szlaki zadbane i bardzo urozmaicone, więc polecam zapuścić się w wiele zakątków Sulowskich Skał. Jest to jedno z tych miejsc, gdzie jeszcze pośród skał i leśnych ścieżek przemyka cisza i spokój. I to sprawia, że jest to miejsce nad wyraz wyjątkowe.