Sierpień 12, 2019

Opowieści bieszczadzkie.

Jak śpiewał SDM o Bieszczadach „…zostawiają w moim sercu zielone ślady.” Przepełnione dzikością, przesiąknięte zapachem butwiejących starych drzew, ścieżki przedeptane przez bieszczadzkie anioły, które noszą skrzydła w plecaku. Lasy przerośnięte bujnością buków, w których jedyną muzykę gra głucha cisza. Dużo w nich przestrzeni, która porusza emocjonalnie tak bardzo, że chciałoby się zaszyć gdzieś na bieszczadzkich drogach razem z tymi aniołami, z którymi wiele się nie pogada. Zapraszam Was w podróż wgłąb bieszczadzkich szlaków.

Część I.

Wędrując ciemnymi lasami w Bieszczadach możemy natknąć się na miejsca zapomniane, porzucone i wysiedlone kilkadziesiąt lat temu, przykryte pierzyną zielonego czasu, który porasta je coraz gęściej i gęściej aż zaczynają znikać całkowicie. Miejsca zamieszkałe na nowo przez leśne stworzenia i stworzenia, o których istnieniu dotąd nie wiemy. Stare cerkwie, których drewno powoli butwieje, sterty omszonego rumowiska chałup, w których niegdyś tlił się gorący płomień radości oraz powalone i połamane krzyże, które ktoś kiedyś postawił nad czyimś czołem dla pamięci.
Ale coraz więcej zanika. Pamięć zanika, ulatnia się, dziczeje i zarasta coraz gęściej i gęściej aż w końcu wrośnie w ziemię tak mocno, że zapomnimy, że Bieszczady kiedykolwiek miały ludzi, którzy żyli w ich korzeniach od początku.

Część II.

Nazewnictwo bieszczadzkich szczytów, wsi, przełęczy i lasów jest dość specyficzne i jak dla mnie dość niezwykłe. Może na pierwszy rzut oka wydawać się byle jakie, zbyt proste, ale właśnie w tej prostocie znajdziemy wymyślność i niezwykłość. Bukowe Berdo, Wołosate, Caryńskie, Połonina Wetlińska czy Roh. Wymawiam sobie te nazwy w głowie i przechodzą mnie ciarki… Są wyłącznie bieszczadzkie. Tak bardzo bieszczadzkie. Jedyne. Przywołuję te obrazy, dzikość tych gór, że jest to azyl dla trampów i ludzi mających dość chaosu codzienności, którzy ruszają tam wyłącznie przed siebie. Zazwyczaj nazwy pochodzą od charakterystycznych cech miejsca, założycieli wsi czy znanych osób, wpływa na nie język i istnienie bliskości z inną kulturą kraju, a na przestrzeni wieków są one zmieniane i odmieniane, bo sam język się zmienia. Słysząc te nazwy parę lat temu pomyślałabym, że są pospolite i nie ma w nich ani grama poetyckości. Ale dziś wiem, że lepsze być nie mogły. Mają ogromny wymiar, bo momentalnie przywołują obraz Bieszczadów. A jak słyszę Bieszczady to już więcej mi nie trzeba. Są tak dzikie, jak one same.

Część III.

Lasy są bujne i gęste. Niewiele wydeptano różnych ścieżek, które rozchodzą się we wszystkie strony świata. A te, którymi się podąża są bardzo dzikie. Las wokół, zdaje się, jakby nas bacznie obserwował, patrzył na każdy stawiany krok. Stare, przybierające różne formy drzewa, dziwaczne, jakby zgarbione postaci, które od pokoleń strzegą tej ziemi. Czuwają, pilnują. Są jak strażnicy tej bieszczadzkiej ziemi. Ale czego tak pilnie strzegą?

Część IV.

Wymarzona pogoda w Bieszczadach to nie tradycyjny upał, pełne słońce i błękitne, bezchmurne niebo. Iście bieszczadzkie warunki to takie, kiedy chmury toczą na niebie walkę ze słońcem, przetaczają się przez wierzchołki aż do momentu kulminacji, kiedy słońce odpuszcza i chowa się za wierzchołkami gór. Kiedy zaczyna wiać wiatr, a gęste, bukowe lasy pachną wilgocią. Bo Bieszczady to góry nadal dzikie. Kojarzące się z azylem dla trampów, wędrowców i kolekcjonerów ciszy. To miejsce, które kojarzy się z odosobnieniem, ucieczką, pełną swobodą i wolnością. I dlatego pokochałam te Bieszczady całym sercem i będę tam wracać z każdym razem większym bagażem.