Lipiec 17, 2019

Powrót w Bieszczady. Wielka i Mała Rawka, Krzemieniec i Połonina Caryńska.

Kolejny dzień w Bieszczadach zapowiada się jeszcze chłodniejszy niż poprzedni. Wiszące nad głowami ciemne chmury, ukryte za nimi słońce i pachnący wilgocią las. Klimat bieszczadzkich szlaków odczuwalny był więc jeszcze mocniej.

Źródło: mapa-turystyczna.pl

Ruszamy z Ustrzyk Górnych rozstawiając wcześniej samochody w dwóch miejscach- na początku niebieskiego szlaku oraz odrobinę dalej, przy budce BPN (Bieszczadzki Park Narodowy). Ruszamy więc kupując bilety wstępu do parku na kolejny dzień wędrówki i kierujemy się, jak wcześniej wspomniałam, szlakiem niebieskim w stronę Wielkiej Rawki (1304m n.p.m.).

Klimat przytłacza…
Ostatnie fragmenty podejścia na szczyt Wielkiej Rawki prowadzą oto takimi stopniami.

Szlak biegnie dość gęstym i mrocznym lasem, szeroka droga i… mnóstwo błota. Buty zatem po kilkunastu minutach marszu wyglądają tragicznie. Spowalnia to również wędrówkę, ponieważ za każdym razem szukamy jakiegoś w miarę dobrego obejścia wielkich kałuż i mas błota, które w sporych ilościach klei się do podeszw. Po około dwudziestu minutach rozpoczynamy podejście, z grubej rury ostro w górę nabierając żwawo wysokości. I tak trawersując kolejne metry szlaku, mijając coraz to ciekawsze kształty drzew i poznając kolejne zakamarki mijanych miejsc. Wkrótce dochodzimy do przełamania lasu i polany, gdzie pojawia się gęsta mgła ograniczająca widoczność. Wchodzimy znów w las i po drewnianych schodkach, które trawersują zbocze Wielkiej Rawki pną się stromo w górę. Podejście daje w kość, niekoniecznie schody są wygodą opcją, zwłaszcza w takiej ilości. Po trzech godzinach docieramy na szczyt Wielkiej Rawki, która wita nas silnym wiatrem, zimnem i brakiem widoków. Dopiero w drodze powrotnej z Krzemieńca (1221m n.p.m.), na który odbiliśmy z pętli, jest nam dane ujrzeć jakąkolwiek panoramę.

Z Wielkiej Rawki dalej niebieskim szlakiem schodzimy w stronę Krzemieńca, czyli góry, gdzie znajduje się tzw. trójstyk.

Krzemieniec.

Granica w tym miejscu przebiega przez trzy państwa: Polskę, Ukrainę i Słowację. Schodzimy wpierw z Rawki, a następnie znów pniemy się w górę wzdłuż granicy ścieżką, które odcina dwie strony lasu. Podejście miłe i w niespełna pół godziny stajemy na Krzemieńcu. Wierzchołek jest zalesiony, widoków niestety brak. Ale trójstyk zobaczyliśmy. Wrażenia nie robi, ale jednak w jakiś sposób się miejsce zapamiętuje. Na szczycie kamienny prostopadłościan, który wyznacza strony w jakich znajdują się te trzy różne kraje.

Wracamy tym samym szlakiem z Krzemieńca na Wielką Rawkę, którą opuściła odrobinę mgła, co pozwoliło dostrzec wierzchołki gór.

Zejście z Krzemieńca. W tle odsłaniająca się Wielka Rawka.
Widok na Małą Rawkę.
Przyjemny szlak prowadzący połoniną.
Widok ze szczytu Małej Rawki.

Idziemy już szlakiem żółtym graniowym w stronę Małej Rawki (1271m n.p.m.). Bardzo ładna okolica, piękne widoki, m.in. na Połoninę Caryńską (1231m n.p.m.) i Roh (1255m n.p.m.). Ostatnim odcinkiem jest przejście leśną dróżką, która również obfita jest w masy błota, więc kolejne sekundy zajmuje szukanie drogi umożliwiającej przejście. Po dwudziestu minutach docieramy na szczyt Małej Rawki, z której rozpoczynamy zejście zielonym szlakiem do bacówki pod Małą Rawką.

Zejście oczywiście po schodkach…
Bacówka pod Małą Rawką.

Zejście jest nieprzyjemne. Bardzo strome, a dosyć sypkie podłoże ujeżdża spod nóg. Są barierki, ale niezbyt ułatwiają zejście. Plusem jest szybka strata wysokości, choć patrząc przez pryzmat nas, tracimy ją, by za godzinę znów jej nabierać.

W bacówce tradycyjnie mnóstwo turystów, a dotarcie ułatwia lokalizacja bacówki. Zaledwie ponad kilometr od głównej drogi, gdzie do samej bacówki dotrzeć można asfaltem. Chillujemy się na leżakach obok nabierając sił na podejście na Połoninę Caryńską i po dłuższej chwili znów stajemy zwarci i gotowi na szlaku. Schodzimy asfaltem w kilkanaście minut, przechodzimy przez płatny parking umożliwiający nam zostawienie samochodu na wypad w stronę Caryńskiej i Małej Rawki.

Tym samym szlakiem na połoninę miałam okazję iść sześć lat temu, więc miałam możliwość porównania sobie swoich umiejętności i patrzenia na to samo miejsce z perspektywy czasu.

Ostatnie metry przed wejściem na grań.
Widok na Tarnicę i Halicz.
Czerwony graniowy szlak przez grzbiet połoniny.
W stronę szczytu.
Ciągnący się grzbiet Caryńskiej. W dole Magura Stuposiańska.
W stronę grzbietu Caryńskiej.
Widok w stronę Wielkiej i Małej Rawki.
Widok w stronę Połoniny Wetlińskiej. Dalej biegnie czerwony szlak.

Szlak przez cały czas będzie mieszał polną ścieżkę z odcinkami leśnymi przez czterdzieści minut. Warto zaznaczyć, że jest bardzo widokowy i rozległy. Przestrzeń przytłacza, bo wszędzie wokół oddzielne pasma i wierzchołki. Ostatnie minuty to podejście przyjemną ścieżką zboczem połoniny. Szlak wychodzi na szczyt Połoniny Caryńskiejm (1297m n.p.m.) szlakiem czerwonym graniowym.

Warunki bardzo się poprawiły, a widoczność pozwalała na zobaczenie pasma Tarnicy (1346m n.p.m.), Magury Stuposiańskiej (1016m n.p.m.), Wielkiej i Małej Rawki czy Roha. I tym sposobem zbliżamy się do końca bieszczadzkiego wędrowania.

Szlak prowadzi przez Berdo do Ustrzyk Górnych.
Pierwszy odcinek to szybka utrata wysokości i kamieniste, strome uskoki.

Idziemy widokowym i przepięknym graniowym szlakiem czerwonym przez grzbiet Połoniny Caryńskiej, gdzie w okolicach Wierchu pod Wierchomlą rozpoczynamy zejście lasem dość stromym terenem, a później już przyjemną leśną ścieżką bez żadnych trudności aż do Ustrzyk Górnych na sam parking.

Podsumowując. W ciągu dwóch dni zrobiliśmy dwie konkretne i dość popularne trasy starając się zobaczyć jak najwięcej. Były to dwa bardzo męczące dni, ale pełne wrażeń, emocji, które mogą towarzyszyć tylko w tych górach. Szukałam w nich dzikości, niekiełznania, ciszy, bieszczadzkich aniołów i puszczy, w której coś kiedyś ktoś zobaczył i poruszyło go tak bardzo, że to właśnie Bieszczady uznał za miejsce, w którym może być sobą, za miejsce, w którym słyszy wyłącznie własne myśli. Miejsce, które zostanie domem po odcieniu się od cywilizacji. To taka trochę Alaska, która dla Alexandra Supertrampa była spełnieniem marzeń i w swej surowości i niedostępności, mroku i tajemnicy stała się azylem.