Lipiec 13, 2019

Powrót w Bieszczady. Bukowe Berdo i Tarnica.

Jak śpiewał SDM o Bieszczadach „… zostawiają w moim sercu zielone ślady.”
Przepełnione dzikością, przesiąknięte zapachem butwiejących drzew, ścieżki przedeptane przez bieszczadzkie anioły, które noszą skrzydła w plecaku. Lasy przerośnięte bujnością buków, w których jedyną muzykę gra głucha cisza. Dużo w nich przestrzeni, która porusza emocjonalnie tak bardzo, że chciałoby się zaszyć gdzieś na bieszczadzkich drogach razem z tymi aniołami, z którymi wiele się nie pogada.

Bieszczady to ocean niekończących się gór, połonin i ścieżek, ale przede wszystkim symbolika. Ich symboliczny wymiar i znaczenia oscylujące wokół miejsca dzikiego, azylu dla ludzi kochających ciszę i spokój, starych trampów przemierzających świat autostopem i wolnych duchów. Tak zapamiętałam Bieszczady kilka lat temu. I z takim nastawieniem w nie wróciłam.

Docieramy wieczorową porą do Pszczelin, gdzie mamy zamówione noclegi i powoli szykujemy się mentalnie na wyjście w góry następnego dnia, gdzie do przejścia mamy, z tejże miejscowości, około 20km trasą: Pszczeliny- Widełki- Bukowe Berdo- Przełęcz Goprowska- Tarnica- Szeroki Wierch- Ustrzyki Górne.

Źródło: mapa-turystyczna.pl

Ruszamy rano niebieskim szlakiem w stronę budki Bieszczadzkiego Parku Narodowego, gdzie, jak w każdym parku zresztą, kupujemy bilety wstępu (6zł normalny, 3zł ulgowy).

Wołosaty.
Leśny odcinek graniowy w stronę Widełek.
Błota było sporo…

Ruszamy szutrową drogą, która biegnie przez około dziesięć minut malowniczą dolinką. Później już szlak odbija w prawo, przekraczamy leśny potok, który wpada do rzeki Wołosaty, i kierujemy się w stronę leśnej ścieżki dość stromym podejściem. Pierwszym etapem jaki będziemy mijać będą Widełki (993m n.p.m.), a dokładniej będziemy przechodzić pod tym szczytem. Dotarcie do tego miejsca prowadzi niesamowitym lasem. Klimat sprzyja, bo nie jest zbyt ciepło, niebo zakryte jest chmurami, więc czuć bieszczadzką aurę. Mijamy wiele skałek, powalonych drzew porośniętych mchem, a ścieżka wije się i trawersuje wciąż nabierając wysokości. Widełki mijamy w miejscu, gdzie charakter lasu zmienia się diametralnie.

Mroczny las na Widełkach.
Wejście na połoniny.
W tle Bukowe Berdo.
Widok na masyw Tarnicy.

Z soczystych, zielonych buków wchodzimy w uschnięty, wymarły las iglasty. Od tego momentu rozpoczynamy schodzenie i rozpoczyna się najciekawszy moim zdaniem odcinek niebieskiego szlaku. Przechodzimy przez polany, różne lasy, podziwiamy kształty starych drzew nietkniętych przez człowieka, aż do momentu dotarcia pod połoninę, gdzie robimy postój pod drewnianą wiatą. Stamtąd rozpoczynamy podejście na połoninę, gdzie ostatni fragment prowadzi dróżką wśród wysokich traw. Docieramy na połoninę, a tam szlakowskaz informuje, że na szczyt Bukowego Berda (1311m n.p.m.) dotrzemy za lekko ponad godzinę.

Szlak będzie prowadził od tego momentu odsłoniętym terenem.

A za plecami mnóstwo gór…

W oddali maluje się Bukowe Berdo, Tarnica (1346m n.p.m.)- najwyższy szczyt polskich Bieszczad, a następnie masyw Szerokiego Wierchu (1256m n.p.m.), którym będziemy za kilka godzin schodzić do Ustrzyk Górnych.

W tle Połonina Caryńska w chmurach.
W stronę Bukowego Berda i Tarnicy. Jeszcze trochę zostało, ale wędruje się wyśmienicie!
Las paproci i skarłowaciałych, starych drzew. Niesamowite miejsce.

Wędrówka jest bardzo przyjemna, sprawnie mijamy kolejne wzniesienia, mijamy odejście żółtego szlaku, który leci do Mucznego i kierujemy się już graniowym szlakiem w stronę szczytu Bukowego Berda. Po drodze przechodzimy obok ciekawych ostańców skalnych, a żółte kwiaty na tle burzowego nieba wyglądają cudownie! Myślę, że piękniejszej pogody i klimatu nie mogłam sobie na ten wyjazd wymarzyć…

Docieramy na Bukowe Berdo. Turystów przybywa, ale apogeum sięgnie nas dopiero na Tarnicy.

Ławeczka na szczycie Bukowego Berda.

Panorama z Berda jest oszałamiająca. Przed nami ocean gór, widoki na wszystkie cztery strony świata. Pięknie prezentuje się Halicz (1333m n.p.m.), Krzemień (1335m n.p.m.), przez który będziemy wędrować na Tarnicę. Widać także Połoninę Caryńską, Wielką i Małą Rawkę i wiele innych.

Zejście z Berda na Przełęcz Goprowską (1161m n.p.m.) przechodzi dosyć sprawnie, ale nie powiem, jest męczące. Praktycznie spod samego szczytu aż na przełęcz prowadzą strome, drewniane schody, a raczej bele, po których idzie się nieprzyjemnie.

Paskudne zejście z Krzemienia. Widok na Tarnicę.
Wiata nad Przełęczą Goprowską.
Wierzchołek Tarnicy.
I znów schody…
Zbierało się na burzę. I to tak solidnie.

Zajmuje to około dwudziestu minut. I choć widoki są piękne to jednak warto patrzeć pod nogi i zachwycać się nieco później. Z Przełęczy Goprowskiej mijamy wiatę wraz z dostępem do wody pitnej i rozpoczynamy podejście na Przełęcz pod Tarnicą (1285m n.p.m.). Podejście prowadzi zboczem Tarniczki (1215m n.p.m.) wpierw kolejnymi drewnianymi schodami-belami, a następnie kamienistą, wąską dróżką, która pod koniec zaczyna trawersować przełęcz. Po dotarciu pod Tarnicę na szczyt jest około piętnastu minut, ale biorąc pod uwagę nadciągającą burze wbiegamy na szczyt mijając wszystkich turystów w niespełna siedem minut.

Nieciekawie, prawda?
Po prawej w dole Wołosate, a nad nim m.in. Kiczory.

Inaczej sobie wyobrażałam wierzchołek. W prawdzie krzyż żelazny stoi na swoim miejscu, ale jednak za dużo tu ludzi. Nie ma szans na odpoczynek w ciszy, na bieszczadzkie widoki górskie, bo wszędzie jest mnóstwo turystów, którzy krzyczą i albo chcą byś zrobił im zdjęcie, albo odpędzają cię, bo zasłaniasz im obiektyw. Jak szybko tam weszłam, tak szybko chciałam stamtąd zejść.

Plusem tej góry jest fakt, że widoki, gdy widoczność jest znakomita, rozciągają się aż po Gorgany na Ukrainie, a nawet i graniczne szczyty Słowacji i Węgier. Ponadto bieszczadzkie pagóry- Halicz, Rozsypaniec, poszarpaną grań Krzemieńca, Połoninę Caryńską, miejscowość Wołosate i górujące nad nią Kiczery czy Wielką Rawkę. Tarnica z daleka wygląda niesamowicie, to trzeba jej przyznać. A dodatkowo to nie jej wina, że jest tak bardzo popularnym szczytem i każdy chce postawić na niej stopy, więc wybaczyłam jej od razu.

Z Tarnicy wchodzimy na Tarniczkę i dalej przez Szeroki Wierch szlakiem czerwonym w stronę Ustrzyk.

Widok na Tarnicę z Tarniczki.
Każde pasmo ma swój Giewont, nawet podobne kształtem.
W stronę Ustrzyk.

Z Przełęczy pod Tarnicą to 2h 15′. Szlak prowadzi grzbietem, dlatego jest rozległy widokowo. Z tyłu coraz bardziej majestatyczny kształt Tarnicy, który rysuje się na tle granatowego nieba. Po dwóch stronach grani powoli znikające kolejne szczyty im niżej jesteśmy. Pogoda zmienia się diametralnie, wchodzimy w chmurę i nie widzimy już nic, ale pozostaje działająca wyobraźnia i aura tego miejsca.

Ścieżka wije się w dół i wchodzimy w las. Wtedy zaczyna konkretnie padać, więc wędrówka pozostaje już nie przykrym obowiązkiem, a ucieczką przed deszczem. W lesie ziemia zamienia się w błoto, a na ostatnią godzinę, kiedy w końcu deszcz ustaje, w przejście śliskimi, drewnianymi kładkami. Schodzimy do Ustrzyk po dwóch godzinach i dreptamy szutrówką, a następnie asfaltem w stronę parkingu, gdzie rano rozstawiliśmy samochody.

I właściwie tak minął pierwszy górski dzień w Bieszczadach. Aura dopisywała i to z niej byłam najbardziej zadowolona. Krajobrazy malowane zielenią i granatami, mijane skalne ostańce, wąskie ścieżki wśród górskich grzbietów, strome zbocza i rozlane wierzchołki na horyzoncie. To wszystko sprawiło, że nie mogłam doczekać się następnego dnia i przedeptania kolejnych, bieszczadzkich szlaków.