Lipiec 20, 2019

Kręcenie po Beskidzie Śląskim. Test e-bike: Scott Strike.

Jakiś czas temu otrzymałam zaproszenie od ekipy Rowerowe Beskidy/ Skiturowe Beskidy prowadzącej w Szczyrku wypożyczalnię rowerów (zimą sprzęt narciarski, skiturowy) na wspólną jazdę po Beskidzie Śląskim na e-bikach. Jako, że nigdy wcześniej nie miałam okazji próbować jeżdżenia w terenie tego typu rowerem, rozpoczęliśmy współpracę, która zaowocowała tymże wypadem i testem e-bika Scotta Strike’a.

SŁOWEM WSTĘPU

Dla porównania rama M z tyłu i z przodu L.

SCOTT Strike eRide 730 to rower z elektrycznym wspomaganiem. I tu zaznaczę na wstępie ważną rzecz: e-bike za nas nie pojedzie, a tylko wspomoże jazdę. Głównie służy pomocą przy podjazdach, więc pedałować, stety lub niestety, trzeba.

Przeznaczony jest do jazdy głównie w terenie o czym mówi nam pełna amortyzacja zawieszenia z przodu i z tyłu. Ale nadaje się również do jazdy asfaltem i niewymagającymi leśnymi drogami po wcześniejszej blokadzie amortyzatora.

DANE TECHNICZNE

  • model: SCOTT Strike eRide 730
  • waga: ok. 25kg
  • skok zawieszenia: 140mm przód, 140mm tył
  • e-drive system: Bosch Performance CX 250W
  • sztyca regulowana
  • widelec: RockShox 140mm
  • amortyzator tył: X-Fusion NUDE Trunnion SCOTT
  • hamulce: Shimano BR-MT520
  • przerzutka tył: SRAM NX
  • kaseta: SRAM PG1230
  • opony: Maxxis Rekon 27.5′

PRZYGOTOWANIA I TRASA

Po dotarciu na umówione miejsce, ekipa od razu zajęła się nami dopasowując rozmiar ramy do wzrostu oraz dostosowanie ciśnień w oponach i amortyzatorze. Przedstawiono nam najważniejsze informacje na temat obsługi roweru oraz zmieniana trybów i ruszyliśmy w trasę, którą orientacyjnie zaznaczyłam na mapie (mapa pokazuje czas przejścia pieszo).

Źródło: mapa-turystyczna.pl

A tutaj wrzucam zdjęcie ze swojego profilu na Stravie. Liczba kilometrów i rysunek trasy nieco się różnią od powyższej mapy.

Źródło: Strava

Charakter trasy jest typowo górski, poruszamy się leśnymi szlakami i drogami zahaczając m.in. o czerwony szlak biegnący ze Skrzycznego do Buczkowic oraz Klimczok i schronisko, później okolice Trzech Kopcy i zjazd w stronę Chaty Wuja Toma typową enduro trasą (co prawda nie singlem, ale trasą kamienistą i wymagającą jakiegokolwiek doświadczenia).

TEST

Przejdźmy już zatem do konkretnego testu, jak rower radzi sobie na podjazdach, zjazdach, co i jak działa i jaki jest komfort jazdy.

Zacznijmy od działania tego, co najbardziej interesujące, czyli baterii i „komputera”. Pełna bateria wystarcza, w zależności od korzystania z trybów, średnio na 70-80km, przy najniższych wspomaganiach około 4-4.5h. Mamy cztery tryby, które, prostym językiem mówiąc, wspomagają od najmniejszej do największej: ECO- którego używa się jadąc drogą czy w prostym terenie bez podjazdów, TOUR- czyli tryb wycieczkowy, MTB- na stromych podjazdach i TURBO- przy uzyskaniu dużych prędkości na podjazdach głównie. Starałam się oszczędzać baterię maksymalnie, ale nie oszczędzałam jej znów na stromych podjazdach, jak choćby na Klimczok z Siodła, gdzie korzystałam z trybu MTB. Z trybu TURBO skorzystałam tylko raz w drodze powrotnej na asfalcie, gdzie w ciągu kilku sekund rower rozpędza się do sporej prędkości (ok. 50km/h). Na zjazdach wyłączałam wszelkie tryby wspomagające, więc działałam na OFF. Dodatkowo, co warto zaznaczyć, kiedy zdarzy się sytuacja, że nie uda się podjechać jakiegoś stromego, skalnego odcinka, przechodzisz na tryb WALK, gdzie przytrzymując PLUS rower ciągnie w górę, więc ułatwia ewentualne wprowadzanie. Uwierzcie mi, 25kg masy ciężko wypchać po stoku o nachyleniu 70%.

Damper można blokować, co polecam robić na podjazdach (głównie szutrówkami), wtedy mamy mniejsze zużycie energii na tłumienie.

Co tu dużo mówić, podjazd jest bardzo przyjemny, tryby wybieramy sami w zależności od chęci uzyskania danych prędkości i pedałowania. Odległości pokonuje się więc bardzo szybko i sprawnie. Świetną opcją jest możliwość podpedałowania i włączenie trybu, który w razie wyhamowania nas przez trasę, momentalnie pomoże podjechać w trudniejszym terenie, więc nie musimy schodzić z roweru i podprowadzać, a wystarczy włączyć wybrany tryb.

Dodatkowym atutem są specjalnie przeznaczone do tego typów rowerów opony, które dobrze trzymają się podłoża (głównie kamienie, które lubią odskakiwać i uciekać spod kół nie były dla tych opon żadnym problemem).

Przejdźmy już do zjazdu. Rower waży 25kg, więc jeśli dołożymy do tego naszą masę ciała, znakomicie trzyma się podłoża, nawet w kamienistym terenie, choć zaliczyłam nieszkodliwą glebę, gdy opona zjechała mi ze sporego kamienia. Na zjeździe wchodzimy w tryb OFF i cieszymy się trasą, która sama nas rozpędza, co jest logiczne. Hamulce z przodu i z tyłu działają sprawnie, wyhamowują te kilkadziesiąt kilo w momencie. Opony znakomicie kleją się do podłoża i dodatkowo tłumią pokonywanie kamieni i korzeni. Skok 140mm z przodu i z tyłu jak dla mnie był wystarczający, ale by w pełni się na ten temat wypowiedzieć, musiałabym bardziej oswoić się z rowerem i poczuć się na nim pewniej pozwalając sobie na większą prędkość i skok, co tym razem mi się nie udało. Rozmiar ramy M jest dla mnie zdecydowanie za duży, tak samo jak szerokość kierownicy, co właśnie ogranicza moją pewność siebie oraz nabranie większej prędkości w terenie. Jednak nie było to wielką przeszkodą by korzystać z tego, co rower oferuje i po jakimś czasie nawet i wielkość ramy nie była problemem by sobie w niektórych momentach zjazdu „pocisnąć” szybciej. Myślę, że kilka takich wypadów i rozmiar nie grałby tu roli, a jest to kwestia obycia i przyzwyczajenia.

PODSUMOWUJĄC

Ekipa Rowerowe Beskidy jest ekipą na medal. Dba o każdy szczegół wycieczki, pomaga w razie konieczności, daje wskazówki ułatwiające sprawne poruszanie się (jeśli ktoś nie miał wcześniej styczności z tego typu maszyną, ogarnięcie jej na jednym wypadzie jest możliwe, ale w niewielkim stopniu), angażuje się i traktuje, jak starych dobrych kumpli, przez co atmosfera na jeździe jest naprawdę świetna i wszyscy przednio się bawią.

Jakiś czas temu, widząc ludzi na elektrykach, którzy „łykali” mnie na pierwszym lepszym podjeździe w lesie, myślałam, że jest to szczyt lenistwa. Młodzi ludzie mający siłę w nogach na e-bikach? Lenie. Ale po spróbowaniu turystyki na takim rowerze doszłam do wniosku, że nie ma co pochopnie wyciągać wniosków, tylko zwyczajnie trzeba tego samemu spróbować.

Chcąc zrobić dłuższe trasy w górach, elektryk nada się do tego idealnie. Jak wspominałam wcześniej, jest w stanie zrobić na pełnej baterii średnio 70-80 km (oczywiście w zależności od korzystania z trybów). Jest to więc ciekawa alternatywa dla męczących, wymagających sporej ilości czasu tras na rowerze bez elektrycznego wspomagania.

Rower wspomaga jeżdżenie, a nie jedzie za nas o czym też wyżej pisałam, więc zmęczymy nogi i złapiemy niejedną zadyszkę na podjeździe. Także dzięki takiej maszynie oszczędzamy trochę swoje siły, a zmęczenie jest znacznie mniejsze.

Mnie osobiście kręcenie kilometrów na takim rowerze bardzo się spodobało, jest to ciekawa zajawka, coś zdecydowanie nowego i co w niedalekiej przyszłości chciałabym powtórzyć. I choć jestem tradycjonalistką i nie przesiądę się na elektryka na stałe to raz na jakiś czas w miarę możliwości będę do ekipy szczyrkowej wpadać, by świetnie spędzić czas i w niedługim czasie zrobić dużo więcej niż na tradycyjnym sztywniaku czy fullu.

W tle Skrzyczne.

Zapraszam Was do skorzystania z oferty Rowerowych Beskidów. Oferują wspólne wypady na rower o rożnych trudnościach i długościach trasy, więc z dbałości przygotują trasę dla każdego czy wypożyczają rowery, kiedy sami chcemy gdzieś pojeździć. Znajdziecie ich na wielu mediach społecznościowych oraz stronie internetowej: