Maj 06, 2019

Beskid Śląski- Barania Góra. Podwójna relacja ze szlaków.

Barania Góra (1220 m n.p.m.) to zaraz po Skrzycznem najwyższy szczyt w Beskidzie Śląskim. To jeden z bardzo rozległych i znanych masywów w tym Beskidzie, znanych głównie ze względu na wypływające z niej źródło Wisły. Szeroko rozwinięta jest również sieć szlaków. Z każdej jednej strony góry. Czerwony Główny Szlak Beskidzki z Wisły oraz czarny, z Węgierskiej Górki czerwony, niebieski ze Zwardonia czy z Kamesznicy czarny. 

Na Baranią szłam wieloma wariantami szlakowymi. Poniżej prezentuję dwa z nich: szlak z Kamesznicy Złatnej oraz niebieski biegnący przez Tyniok ze Zwardonia, który rozpoczęliśmy w Kamesznicy-Koniakowie.

RELACJA ZE SZLAKU Z KAMESZNICY ZŁATNEJ: ZIELONY, CZARNY

 

 
Babia Góra i Beskid Żywiecki.

Szlak rozpoczyna się w Kamesznicy Złatnej przy niewielkim parkingu i polu campingowym. Szlak zielony prowadzi na Fajkówkę, gdzie znajduje się chatka turystyczna z noclegami. Ale zacznijmy od samego początku. Idąc kawałek asfaltem szlak odbija i prowadzi tą stromszą ścieżką (tak na serio to jej nie widać) do góry. Później już tylko podejście lasem. Wąska dróżka, bardzo przyjemna, ale widać, że mało uczęszczana. Trochę dzika. Ale właśnie takie lubię najbardziej. Po kilkunastu minutach docieramy na polankę. Za polanką jeszcze paręset kroków wzdłuż drewnianego płotku, lasem. Kiedy do Fajkówki zostaje niewiele, idziemy drogą asfaltową, która prowadziła od samego dołu za zakazem. I tak do samego końca. Jedynie pod koniec tylko kilkuminutowe podejście. 

 

 
Glinne.
 
 
W tle panorama na Małą Fatrę i Beskid Żywiecki.

 Na Fajkówce nikogo nie ma, świeci pustkami, i świeci też mocno słońce, wręcz przypieka. Ciastko weselne siadło, jak marzenie i w drogę. Do celu zostaje godzina trzydzieści czarnym szlakiem. I do samego końca pod górę (jakby to było coś nadzwyczajnego…). Wpierw lasem, później już tylko widokowo. Panorama coraz piękniejsza, choć trochę chmur się pojawiło. Beskid Żywiecki, sama Królowa ukazała swój majestat, poza tym, słowacka Mała Fatra i Wielki Rozsutec, który jest bardzo charakterystycznym szczytem. Po drodze spotykamy rowerzystów, którzy mają sto razy gorzej niż my, bo gnają rowery pd górę, ale z powrotem to wielka zazdrość. Też chciałam poczuć wiatr we włosach. Droga prowadzi już odkrytym terenem, a z czego słynie Barania to właśnie z pojedynczych i łysych zboczy, więc i nimi prowadzi szlak.

 
Wieża widokowa na szczycie.

 

 
Po prawej Skrzyczne.

 

 

 

 Miałyśmy szybkie tempo, co zauważyłyśmy już idąc na Fajkówkę. Dotarłyśmy tam w nieco ponad trzydzieści minut. Na Baranią docieramy po godzinie, kapkę po. Ludzi sporo, jak zawsze. Większość wędrowała od strony schroniska na Przysłopie. Pięknie prezentowało się Skrzyczne z przekaźnikiem na szczycie i wcześniej wspomniany Beskid Żywiecki, Mała Fatra i trochę Tatr.

Wracałyśmy tym samym szlakiem, a całość zajęła nam cztery godziny. 

RELACJA ZE SZLAKU Z TYNIOKA: NIEBIESKI ZE ZWARDONIA

Wędrówkę rozpoczynamy na Tynioku, gdzie zostawiamy samochód i kierujemy się niebieskim szlakiem na Przysłop pod Baranią Górą. Przez około trzydzieści minut szlak prowadzi bardzo miłą i urokliwą drogą leśną, praktycznie cały czas bez podejść. Następnie droga opada, mijamy sezonowe domki i chatki, po czym rozpoczynamy pierwsze podejście po sporych kamieniach. Dalej szlak biegnie pod dwoma wychodniami skalnymi, których w Beskidzie Śląskim jest kilka, m.in. skała na Malinowskiej Skale czy na Kościelcu. Znów tracimy wysokość, by po chwili połączyć się z żółtym szlakiem na Czabanuli i rozpocząć podejście po sypkich kamieniach. Dochodzimy do szlakowskazu pod Karolówką, gdzie łączymy się ze szlakiem zielonym, żółty się kończy.

Dalej wędrujemy urokliwą leśną ścieżką.

Wchodzimy w gęsty las, a na drodze zalega mnóstwo błota, stojącej wody i powalonych drzew, co znacznie utrudnia przejście. I tak wędrujemy mijając masę drzew i śniegu zapadającego się po łydki. Mijamy kolejno kaplicę i most, a tuż za nim szlak odbija na strome zbocze trawersując nim po dużych głazach i korzeniach w stronę Przysłopu. Do schroniska docieramy po około dwóch godzinach marszu spacerowym krokiem.

Chwila przerwy i nastawiamy się na nużące i trudne podejście, które, jak z zasłyszanych zeznań wynika, było w opłakanym stanie ze względu na płynący drogą potok i powalone drzewa.

Przekonaliśmy się o tym, gdy kamienną drogą faktycznie płynęła droga, więc drapaliśmy się po trawiastych małych zboczach lasu lub z trudem wymijaliśmy i przekraczaliśmy kolejne konary, pnie i gałęzie, co męczyło dwa razy bardziej. Po wyznaczonej godzinie przez szlakowskaz docieramy na szczyt Baraniej Góry. Ostatnie podejście było w topniejącym śniegu, który był o wiele przyjemniejszy niż wymijanie wyrwanych drzew.

Widok w stronę Skrzycznego i Malinowskiej Skały.
W stronę Beskidu Śląsko-Morawskiego.

Panorama ze szczytu prezentuje się bajkowo, jak zwykle robi wrażenie, ilekroć byłam w tym miejscu, za każdym razem cieszy mnie ten widok.