Kwiecień 14, 2019

Pienińskie szwendanie cz.I – wieczorowy Wąwóz Homole i Wysoka.

W Pieniny bardzo lubię wracać. Kojarzą mi się zawsze z czasami kiedy jeździłam tam na wakacje z rodziną. Są to góry o dość specyficznym charakterze, dość rozległe i pełne polan, wąskich ścieżek i przede wszystkim piętrzących się nad Dunajcem skał. Przypominają nieco zielone piramidy, a sama wędrówka po pienińskich szlakach jest niezwykle przyjemnym doświadczeniem, którego nie zawsze można doznać w każdych górach. Pieniny wydają się być inne, bardziej charakterystyczne i zapadające w pamięć.

Tym razem wylądowałam w Pieninach na trzy dni. Był to mój pierwszy poważny wyjazd w góry po operacji nogi w ramach kursu przewodnika beskidzkiego.

Zaraz po przyjeździe do miejsca zakwaterowania w planach jest Wysoka ( Wysokie Skałki 1049,9 m n.p.m.) przez Wąwóz Homole. Wysoka to najwyższy szczyt całych Pienin mieszczący się w Małych Pieninach. Szczyt współdzielimy ze Słowacją. To tak słowem wstępu.

Docieramy do miejscowości Jaworki graniczącej z Beskidem Sądeckim oraz Pieninami. Po szybkim zakwaterowaniu ruszamy do wylotu Wąwozu Homole i kierujemy się zielonym szlakiem. Mamy przed sobą niecałe dwie godziny marszu.

Początek Wąwozu Homole.
Kamionka.

Wędrujemy wzdłuż potoku Kamionka, mijamy wiele wodospadów pod stopami, głazów porośniętych mchem, a nad głowami wiszą potężne skały. Potok często przekracza się metalowymi schodkami czy kładkami, a ułatwieniem są metalowe barierki, bo czasem jest naprawdę stromo. Momentami kamienie są bardzo wyślizgane, więc trzeba uważnie stawiać stopy. Bardzo przyjemny odcinek, pokonujemy go żwawo. Wąwóz jest stosunkowo krótki, ma tylko 800 metrów, więc pokonanie go zajmuje niewiele czasu. Później wchodzimy na polanę, gdzie znajdziecie kilka ławeczek i ciekawych formacji skalnych, więc w sam raz doba opcja na krótki odpoczynek, następnie kierujemy się w stronę lasu i wchodzimy na uroczą, leśną ścieżkę z kamieni.

Tempo mamy bardzo sprawne z racji późnej godziny, więc nie ma zbytnio czasu na podziwianie uroku tego miejsca, a tylko na pokonywanie kolejnych zakrętów na leśnej dróżce.

Wąwóz się skończył i wchodzimy na polanę, gdzie rozwidlają się różne drogi, a my dalej kierujemy się zielonym szlakiem szeroką spychaczówką w stronę bazy namiotowej pod Wysoką. Idzie się przyjemnie, ot zwykła szutrowa droga. Kiedy docieramy w okolice bazy, nad nami rozciągają się wysokie polany i pola, a gdzieś przed nami piętrzy się Wysoka.

Widok w stronę Beskidu Sądeckiego.

Maszerujemy ścieżką wśród polan, a im wyżej jesteśmy, za naszymi plecami pojawia się panorama na Beskid Sądecki, widać m.in. Przehybę z charakterystycznym przekaźnikiem i pasmo Radziejowej. Jest to niezwykle malownicza okolica, momentami kojarzy mi się z namalowanymi na płótnach wzgórzami i wyrastającymi z lasu skałami i rysującymi się gdzieś w oddali pasmami. Miejsce naprawdę wyjątkowe, ale i nie przypominające w ogóle beskidzkich polan i przełęczy.

Docieramy pod Wysoką, stamtąd rozpoczynamy podejście bezpośrednio na szczyt bardzo stromym podejściem po śniegu.

Rozmoknięty, w stromym terenie, więc nie szło się specjalnie przyjemnie. Plusem jest szybkie nabieranie wysokości. Po około piętnastu minutach docieramy pod Wysoką. Warto zaznaczyć, że na szczyt nie prowadzi tradycyjny szlak, a specjalnie oznakowana ścieżka wiodąca bezpośrednio na Wysoką. Nie tracąc czasu, popędzani przez zapadający zmrok, ruszamy ścieżką biegnącą po kamieniach do góry.

Kopuła szczytowa Wysokiej.

Po drodze do pokonania są metalowe schody, wejście na nie może sprawiać problem na osób niskich, więc trzeba pomóc sobie rękami. Później maszerujemy jakby leśną granią i pojawia się ostatni moment skalny z zakończeniem na szczycie Wysokiej. Tam trochę gimnastyki, „wspinaczki” i w momencie docieramy na miejsce.

Jest już dobre kilkanaście minut po zachodzie słońca, szarówka coraz większa, ale panoramę udało się jeszcze zobaczyć, pozgadywać i obfotografować.

Ze szczytu rozciera się widok oczywiście na Tatry, które momentalnie rzucają się w oczy, Babią Górę, pasmo Radziejowej w Beskidzie Sądeckim, Magurę Spiską przed Tatrami czy Góry Lewockie na Słowacki i pozostałą część Pienin.

Widok w stronę Tatr i Magury Spiskiej.
W oddali pasmo Jaworzyny.

Wysoka porośnięta jest lasem, a sama kopuła szczytowa ma formę skały otoczonej barierkami. Mimo wszystko należy uważać, żeby czasem przypadkiem się nie potknąć. Znajdziecie tam skrzyneczkę, można wpisać się do zeszytu zaznaczając swoją obecność. Góra odwiedzana jest także przez zdobywców Korony Gór Polski z racji tego, że jak wspominałam na początku, jest najwyższym szczytem całych Pienin.

Schodzimy już po zmroku starymi ścieżkami na dziko do miejsca naszego noclegu.

Wycieczka bardzo ciekawa. Przede wszystkim Wąwóz Homole- urokliwe miejsce, chyba wszyscy lubią skałki, mostki i atrakcje w postaci drabinek i schodów. Dobre wrażenie dodatkowo zrobiły na mnie rozległe polany pod Wysoką. Malownicze i przyjemne, aż chciałoby się podejść gdzie wysoko, rozłożyć koc i zostać patrząc w stronę dalekich pasm. Sam szczyt Wysokiej ma urozmaiconą panoramę na wiele górskich pasm, więc jak ktoś nie bywa w Pieninach często to można naprawdę pogłówkować z mapą, co też to w oddali widać.

*Informacje dodatkowe: w sezonie letnim wejście do rezerwatu Homole kosztuje 1,50zł, poza sezonem wejście jest darmowe. Obok znajdziemy parkingi płatne, kilka złoty na godzinę.