Luty 18, 2019

Rower w górach- po co to komu?

Góry są dla każdego. Dają możliwość uprawiania w nich różnorakich aktywności. Jedni po nich wędrują, drudzy się wspinają, trzeci biegają, a czwarci po nich jeżdżą. Tutaj ktoś może się przyczepić i powiedzieć, że od jeżdżenia są ścieżki rowerowe i specjalnie wytyczone trasy, i że jeżdżenie, a zwłaszcza zjazdy, stwarzają zagrożenie dla ruchu pieszego. Zbiegający maratończycy zatem również? Czyli już nie wolno ani jeździć, ani biegać, a tylko chodzić?

Owszem, istnieją szlaki, w których zagęszczenie ludzi jest spore, więc tam się zazwyczaj nie jeździ, gdyż narusza to sferę bezpieczeństwa innych, ale zresztą też nie ma to najmniejszego sensu. Za to szlaki, gdzie ścieżka jest dzika, a spotkanie człowieka na dystansie jest znikome to… dlaczego by nie? Góry to wolność, miejsce, gdzie spędzamy czas na różne sposoby szanując przy tym to święte miejsce, dbając o nie, nie zakłócając spokoju jego mieszkańców i przede wszystkim zostawiając je w nienaruszonym stanie.

Co daje rower w górach?

Przede wszystkim pozwala odkryć je na nowo. Szlak, który przemierzamy pieszo całkowicie inaczej prezentuje się, gdy pchamy rower przez pierwsze strome podejścia, a później kolejnymi zjeżdżamy. Wówczas każde mijane drzewo, zakręt na ścieżce, luźno leżący kamień czy skalny uskok, a nawet i szereg korzeni ma znaczenie. Wyznacza nam trudność, uczy, pomaga zdobyć doświadczenie i przy okazji daje wiele radości.

Pozwala na „więcej”. To oznacza, że w naszej kieszeni zostaje czas, który w górach jest cenny. Z jednej strony odrobinę nam go zabiera, bo strome, skalne podejścia z czternastokilowym dwukołowcem męczą kilkukrotnie bardziej niż zwyczajne podchodzenie, natomiast sam zjazd zajmuje trzy lub więcej razy krócej niż mielibyśmy pokonać pieszo, a przy tym jest to najbardziej wyczekiwany moment całej wycieczki! Ekonomia roweru nie zna więc granic! Balansowanie ciałem, pokonywanie trudności, zakręty i odcinki z flow (płynny, gładki zjazd) to coś, czego godny jest każdy wysiłek. Jako, że rower pozwala na więcej, to wchodzi tutaj w grę trochę liczb. Pozwala na zrobienie większej ilości kilometrów, co za tym idzie, odwiedzenia większej ilości miejsc. Warto?

Rower w górach= plus sto do kondycji i wytrzymałości, czyli ciężki orzech do zgryzienia.

Wiele razy na trasie usłyszałam, że szanuje się i nieco podziwia osoby, które mają motywację by targać rower pod górę i jeszcze na nim zjeżdżać. Czy faktycznie tak jest? Nie mam pojęcia. Wiem jednak, że wymaga to od nas na pewno dużego nakładu energii, wytrzymałości i kondycji, którą powinno budować się dłuższy czas. Ma to swoje plusy. Wzmacniają się nasze mięśnie na łydkach, udach i pośladkach, całe mięśnie rąk, a nawet i mięśnie… brzucha. Brzucha dlatego, że pracuje podczas zjazdu. Bo zjazdy męczą, uwierzcie mi na słowo! Dłuższy zjazd potrafi zmęczyć bardziej niż niejeden podjazd, ponieważ napina się całe nasze ciało.

Aby wyrobić sobie kondycję, trzeba pojeździć trochę po szosie, wzmacniać mięśnie głównie na asfaltowych drogach, później przenieść się na drogi szutrowe, a następnie na szlaki. I stopniować. Dokładnie tak samo jak stopniuje się szlaki piesze.

Na co należy uważać- trochę o bezpieczeństwie.

Jeżdżąc po szlakach należy pamiętać, że jesteśmy tam gośćmi dwa razy bardziej niż turyści piesi. Oni są najważniejsi. I to my musimy uważać na nich. Usuwać się. Chyba, że przepuszczą nas z czystej przyzwoitości. Jeśli wjedziemy w kogoś na zjeździe z impetem, a temu komuś stanie się krzywda, my będziemy winni. I nie będzie gadania, że się nie odsunął, że hamulce nie zadziałały. Zawsze to my będziemy winni. Warto zwalniać więc przed każdym zakrętem, a nawet krzyczeć ostrzegając tym samym osoby, które będą w pobliżu. Dlatego przed wyjazdem rowerem na jakikolwiek szlak pieszy należy zapoznać się z zasadami bezpieczeństwa, które są obowiązkowe przed jakimkolwiek wyjściem w teren górski.

Krzywdę możemy zrobić nie tylko innym, ale i sobie. Zbyt szybka i ostra jazda po nieznanym szlaku może skończyć się tragicznie lub mniej tragicznie- złamana ręka, noga, mocne stłuczenia. Dlatego istotne jest dobre przygotowanie, umiejętności i poznanie techniki utrzymania się na rowerze, umiejętnego balansowania, hamowania, czy postawy podczas kierowania na zjeździe.

Kwestia sprzętu- rower, kask, ochraniacze i cała reszta.

Żeby zacząć jeździć na rowerze po górach trzeba mieć na czym. Na pewno nie będzie to pierwszy lepszy rower z hamulcami na linkę czy rower miejski. Musi to być rower z hamulcami hydraulicznymi, które gwarantują dobre hamowanie, solidna rama, w miarę dogodne kąty ramy, sprawne przerzutki itd. Jeśli chodzi o akcesoria rowerowe, przydatne są pedały z tzw. pinami, które delikatnie wystają z pedałów uniemożliwiając zjechanie z pedała naszego buta. Czy będzie to rower z pełną amortyzacją czy „sztywniak” zależy od preferencji każdego z osobna.

Kask z zabudowanym tyłem lub kask typu full ze szczęką dla tych, którzy lubią prędkość, ochraniacze na kolana- są to akcesoria podstawowe. Ochraniacze na łokcie, kark czy zbroje nie będą wygodne podczas wycieczek górskich, więc obejdzie się bez nich. Są to akcesoria typowe dla bike parków, gdzie znajdziemy różnej trudności trasy, na które często wywiezie nas kolejka.

Jak zacząć?

Zawsze mówi się, że chcieć znaczy móc i tak samo jest w tym przypadku. Jest nieco trudniej ze względu na wymagany sprzęt, ale naprawdę nie trzeba kupować sprzętu z najwyższej półki by mieć z tego sporo radości. Osobiście jeżdżę na rowerze sztywnym i ten sezon również zamierzam na nim przejeździć. Nie jest to rower z górnej półki, nie jest przeznaczony do tego, na jakich trasach często jeżdżę, ale z pewnością jest solidny, zdaje egzamin pod względem pewności hamulców, ramy i pozostałych elementów. Trochę czasu zajęło mi by znaleźć coś, co spełni moje oczekiwania, a zarazem nie będzie tak drogie. Tak samo jest z ochraniaczami czy ubiorem. Rzeczą na jakiej nie wolno nam oszczędzać jest kask. Kask musi być twardą, dobrze wykonaną skorupą, która chroni to, co najcenniejsze, czyli naszą głowę.

Jazda z głową.

Przede wszystkim w jeździe po górach rowerem najważniejsza jest jazda z głową. Musimy nie tylko jej chronić, ale i jej używać. Myśleć, analizować, nie szarżować, umieć sobie odmówić, powiedzieć sobie nie, kiedy jest trudno, nie robić na siłę danego odcinka, tylko zsiąść i sprowadzić- to całkiem normalne! Jazda rowerem ma być dla nas przyjemna, ma dawać satysfakcję, a nie napawać strachem, bo nie o to tutaj chodzi.


Rower w górach to coś, co dopiero się popularyzuje. Powoli, małymi kroczkami. Jest wymagający, ale i pouczający. Rower dba o naszą kondycję, siłę, wytrzymałość, jest wspaniałym treningiem angażującym większość mięśni naszego ciała, a także pobudza nasz mózg do działania i myślenia poprzez analizowanie. A przede wszystkim pozwala na nowo odkryć szlaki, przemierzyć więcej, doznać więcej, pozwala zakochać się w uskoku z kilku skał, pozwala zakochać się w krętej ścieżce i oszczędzić czas.

Jak wspomniałam wcześniej, jazda z głową i szacunkiem wobec natury to priorytet. I tego niech trzyma się każdy kolaż górski.