Listopad 05, 2018

Tatrzański szał. O co w tym wszystkim chodzi?

Każdy kto od dłuższego czasu wędruje po Tatrach dostrzegł, że od ostatnich dwóch lat, może i trzech, liczba tatrzańskich turystów wzrosła w dość dynamicznym tempie. I rośnie nadal. Tatry to góry piękne, wręcz cudowne pozwalające rozwinąć skrzydła trekkingowo czy wspinaczkowo. Skaliste szczyty Wysokich Tatr i trawiaste zbocza Zachodnich, czyli ciekawe zróżnicowanie przyciąga miłośników wszelakich aktywności górskich od krótkich wędrówek, spacerowych tras, pod długie dystanse jednodniowe, kilkudniowe trekkingi czy wspinaczki wszelkiego rodzaju. Góry te oferują wspaniałe widoki, niezapomniane przeżycia i stawiają często różne wyzwania każdemu z osobna. Kto był w Tatrach choć raz ten wie, że urzekają i skradają serce po pierwszym spojrzeniu na postrzępione granie i wysokie masywy skalne, zielone latem i ognistoczerwone jesienią zbocza. Znacie to uczucie, kiedy coś jest tak oszałamiająco piękne, że zapiera Wam dech w piersiach i odbiera mowę i chcecie tylko wracać, wracać i wracać żeby odkrywać to piękno na nowo?

Znawcy wszystkiego. Góry i natura są dziś modne.

Ale im bardziej ludzie odczuwają piękno, są go spragnieni, uciekają na weekendy i urlopy poza miasto, szukają czegoś, gdzie warto się udać, co warto zobaczyć, gdzie można odpocząć i nabrać energii. I takim miejscem u nas w kraju stały się Tatry. Nie ukrywam, bo to jest widoczne gołym okiem, wędrówki górskie, wszelakie tematy związane z górami, nie tylko Tatrami, stały się modne. Turystyka górska, wspinaczka, biegi górskie i trekkingi stały się modne. Książki o życiu slow lifeo himalaistach, wspinaczach, różne biografie, o tematyce związanej z naturą stały się modne. Bycie w grupie zrzeszającej ludzi gór stało się modne (są w niej nawet ci, którzy w górach nigdy nie byli i nie mają o nich pojęcia). Wypowiadanie się, komentowanie na forum, jako „jestem wolnym obywatelem, mam prawo przemówić i mieć własne zdanie” o akcjach ratunkowych, o tym, czego w górach ludzie szukają, co w nich robią i jaki jest tego sens- eksperci od Tatr, Beskidów, TOPRu, GOPRu, himalaizmu i wszystkiego co górskie.

Internetowa moda.

Wiele osób te górskie aktywności traktuje, na pierwszy rzut oka z pasji, ale gdyby nie fakt, że góry zaczęły być opłacalne dla internetowego fejmu, zaczęły być dobrym tematem do wybicia swojej osoby i zdobycia odpowiedniej grupy odbiorców czy fanów, to tematu by nie było. To coś na zasadzie takiej sytuacji (nie mam na względzie nikogo obrażać, ani wytykać palcami, ale coś mi tu nie gra). Fit dziewczyna postanowiła wykorzystać modne góry i modną naturę do wykreowania swojego wizerunku. Wybrała te najbardziej majestatyczne i wielkie, czyli piękne Tatry.  Pójdę w góry, ładnie się zaprezentuję, zapozuję piękna sylwetką (dziewczyna wygląda jak milion dolców, serio) i ubiorem, albo tyłem bez stanika (wolność i te sprawy), dodam zdjęcie, napiszę kilka mądrych (naprawdę mądrych) słów czy cytatów z książek lub cytatów wielkich ludzi gór i co się dzieje? Setki ludzi tę panią podziwia, pyta o trasy, pyta o wszystko o co można tylko zapytać. Dla kontrastu druga sytuacja. Inna dziewczyna idzie kolejny raz w góry, z plecakiem, z bagażem doświadczeń (nie mówię, że jej poprzedniczka mogła go nie mieć), ale idzie w te góry z miłości, z pasji, nie dla wypozowanych zdjęć, bo wygląda po długiej trasie jak zmięte milion dolców, zmachana, spocona, każdy włos w inną stronę i dodaje takie zdjęcie z uśmiechem, albo siebie gdzieś na tle gór i co się dzieje? Tak trochę jest cicho. I o co tu chodzi? Czyżby jedna była gorsza od drugiej? Myślę, że odpowiedź jest łatwa. To co piękne, wypozowane, wykreowane i stworzone na potrzeby czegoś sprzedaje się lepiej. A to co szczere i naprawdę piękne nigdy nie jest do końca docenione. I tu nie chodzi o to, by role się odwróciły, by zbierać pochwały i całą resztę. Nie. Chodzi o czystą równowagę między ludźmi gór, a ludźmi którzy bazując na tym, że góry stały się modne, budują swój wizerunek.

Topowe miejsca w Tatrach.

Są takie miejsca w Tatrach, tzw. „must see”, które każdy powinien zobaczyć. Owszem. Ale czy w jeden weekend, ten gorący, słoneczny i wspaniały wszyscy muszą przeć jednym rytmem, jak w transie, do Morskiego Oka? Podbijać Giewont? Dolinę Chochołowską w okresie kwitnienia krokusów? Czy w Tatrach inne miejsca jak sąsiadująca z drogą do Morskiego Oka Dolina Białej Wody jest mniej urokliwa od samego widoku na Mięguszowieckie Szczyty i Mnicha? Czy wędrówka na Ornak w Tatrach Zachodnich będzie mniej piękna i ciekawsza od wejścia w sezonie na Giewont? Czy ludzie naprawdę szukają w górach ciszy i spokoju? Czy mają manię zaliczania i zrobienia sobie zdjęcia jakie parę dni wcześniej zobaczyli na Tatromaniakach? Czy nie ma w tatrach innych pięknych miejsc? Rozumiem i z całym szacunkiem podchodzę do ludzi, którzy Tatry widzą po raz pierwszy, wiedzą, że symbolem jest Mnich, Śpiący Rycerz i chochołowskie krokusy. To są symbole. Ale to nie oznacza, że w innych dolinach tych krokusów nie ma, a inne szczyty są mniej atrakcyjne od tych najbardziej znanych. Tatry oferują mnóstwo pięknych dolin, polan, szczytów z bajkowymi panoramami, ale wykażmy choć trochę wysiłku i poszukajmy, popytajmy znajomych, gdzie warto się udać. Zacznijmy działać, otwórzmy głowę i siebie na nowe doznania, nowe miejsca i możliwości. Oczywiście na miarę swoich umiejętności i doświadczenia, obycia górskiego. Każdy znajdzie coś dla siebie. Tatry to nie tylko trzy czy cztery miejsca, ale to prawie osiemset metrów kwadratowych powierzchni ziemi, gdzie większości miejsc dostępnych jest dla ludzi szlakiem.

Idę w Tatry,  ale nie lubię chodzić po górach.

Jakiś czas temu schodząc z dość długiej trasy przechodziłam przez Dolinę Gąsienicową. Tłum ludzi. Hałas. Nie zaliczam tego do przyjemnych doświadczeń. Było i już. Przechodziłam obok mężczyzny, od którego na odległość czuć było niezadowolenie, wściekłość i agresję. Jaki był powód wściekłości owego pana? Że przyjechał w góry. Tak. Wyzywał całą wycieczkę, ludzi, którzy przyjechali z nim i powiedział, że to jego najgorszy dzień w życiu, że nie ma tu nic ciekawego, nie było warto i to stracony czas (nie chodziło bynajmniej o tłum ludzi), i że nigdy już tu nie przyjedzie. Dobrze, był pan, zobaczył, to nie jest dla pana. Ale nie myślał pan wcześniej o tym, że w górach trzeba się zmęczyć spocić i coś z siebie dać by dotrzeć do celu? Góry to masa wysiłku i energii, trzeba to lubić, kochać. Trzeba lubić się zmęczyć. Dać coś z siebie. Spotkałam jeszcze wiele przypadków, kiedy ktoś mieszka w górach, a nigdy w nich nie był. Nigdy go w nie nie ciągło, nie było między tym kimś, a górami jakiejś relacji, nawet ukrytej, bo jasno i wyraźnie mówił, że góry nie są dla niego i po co się tak męczyć dla jakiegoś pagórka. Owszem, ktoś mógł złapać bakcyla, bo łapie się go w każdym wieku. Ale nagle teraz? Kiedy góry stały się tematem numer jeden? Nie idę w góry przez cały rok, byłem raz, i nagle mówię: hej, ale mi brakuje gór? Serio? Gdzie byłeś wcześniej?

Kolejny raz wszystko sprowadza się do mody. Moda na góry zaczęła się szerzyć do takich absurdów, że ludzie chodzą na wycieczki tylko dlatego, że tydzień temu znajoma była na Kasprowym i ja też muszę tam iść, żeby nie wyszło, że jestem gorsza. To nie tyczy się tylko Tatr, ale ogólnie wszystkich pasm. Ktoś był to ja też muszę. Co z tego, że średnio mi się to podoba, albo nawet wcale. Idę aby cyknąć sobie zdjęcie, wrzucić się pochwalić do internetu i to wszystko. Chodzenie stało się zwyczajnie modne Ten prawdziwy duch gór, którego ludzie w sobie powinni mieć, zamienia się na szał, modny szał, aby dorównać innym, być jak inni, nie być… gorszym?

Słowo końcowe.

Bardzo cieszy mnie fakt, że coraz więcej ludzi dostrzegło piękno Tatr i każdych innych pasm również, że w różnym wieku i na różnych płaszczyznach się w górach rozwija. Że ludzie wychodzą z domu, są spragnieni przeżycia czegoś prawdziwszego. Bardzo dobrze, że ludzie wychodzą w świat. Z rodziną, ze znajomymi, z rodzinami, z drugą połówką. Chcą zobaczyć, przeżyć, działać, dać coś z siebie by ociągnąć „coś”. Dobrze, że ludzie wracają do tego, co jest im bliskie i z czego się wywodzą, że cenią coraz bardziej naturę, motywują się do dbałości i szacunku do niej, pomagania jej i chronienia, że zaczynają żyć pełną parą, tak z przytupem wiedząc, co świat ma do zaoferowania. Ale myślę, że aby robić coś, trzeba mieć cel. Trzeba robić to z głową. I żeby było w tym trochę pasji i serca. Czyli, że idę w góry, nie dla zdjęć, by pochwalić się w internecie, nie dla pokazania innym jak odważna, wspaniała jestem i jak wiele potrafię robić. Zacznijmy stawiać na jakość naszych wędrówek czy wspinaczek. Na to, by bardziej góry przeżywać niż robić coś tylko dlatego, że robią tak inni, że to akurat jest modne. Nie nazywaj się człowiekiem gór i miłośnikiem natury jeśli z serca nic do nich nie czujesz. Nie ma między wami energii przyciągania. Wzajemnej mięty. Bo nic z tego na dłuższą metę nie będzie. Nie wędruj na siłę, jeśli nie czerpiesz z tego radości. Nie wędruj, jeśli tego nie lubisz. Nie wędruj, jeśli twoim celem jest selfie na szczycie i zaliczenie. Zaliczać szczyty? To nie w myśl idei człowieka gór. Moda przemija. Każda moda przemija. I ta górska też przeminie, zobaczycie. I ten, kto naprawdę góry pokochał, kogo naprawdę góry rozkochały w sobie, ten z nimi zostanie i będzie żył, a reszta? Zwyczajnie odejdzie i zapomni o tym, gdzie była, co przeczytała i co zdobyła, gdy cały ten górski szał trwał.