Lipiec 19, 2018

#2 Enduro Beskidy: Beskid Żywiecki- Słowianka i Abrahamów, czyli szlak na stuprocentowe siodło.

       Ciężko w Beskidach o szlak, który w całości można pokonać w siodle. Szlaki przeznaczone są do turystyki pieszej, ścieżki rowerowe są oznaczone, więc łatwo wywnioskować, że szlaki piesze często do roweru przeznaczone zwyczajnie nie są. To znaczy, że znajdziemy tam strome podejścia, uskoki czy wielkie głazy rzucone na środku ścieżki. 
       Jakiś czas temu trafiłam na szlak w Beskidzie Żywieckim, który mnie dość zaskoczył. I jak w tytule, był on całkowicie przejezdny w siodle. No, może w 95%. Jest to szlak rozpoczynający się w Bystrej obok Żywca znaczony kolorem niebieskim i biegnie prosto na Słowiankę. Stamtąd odbija szlakiem czerwonym na Abrahamów i zbiega do Węgierskiej Górki.  Na wstępie zaznaczę, że szlak jest bardzo spokojny i niedługi, więc zbytnich wymagań nie ma. Ale o tym konkretniej napiszę w podsumowaniu.

 

 

 


        Do Bystrej dostajemy się oczywiście rowerami z racji zamieszkania w okolicach. Szlak zaczyna się na końcu drogi asfaltowej obok PKSu. Początkowo biegnie szerokim szutrem o lekkim nachyleniu przez parę minut, następnie gwałtownie odbija w prawo, przekraczamy niewielką rzekę i przed nami bardzo stromy podjazd, po którym wpychamy rowery wszelkimi siłami. Jest to dosłownie tylko fragment. Po dostaniu się na ścieżkę, która jest dość dzika i ledwo widoczna już wiemy, że szlak będzie odludny i naprawdę poczujemy zew natury. Wprowadzamy rowery jak na razie i jesteśmy trochę zaskoczeni. Wręcz nie ukrywam, że zawiedzeni. Przecież od początku miał być podjazdowy? Jeśli będzie tak przez cały czas, będzie do bani. Na szczęście myśli te przegnane zostały w ciągu dziesięciu minut kiedy to zza zakrętu wyłoniła się ścieżka, która delikatnie pięła się trawersem do góry. W momencie było tylko siodło do góry i napieranie do góry! Ścieżka biegnie wpierw suchym i dzikim lasem, przecina czasami potoki, przez które niestety rower przeprowadzamy, później szlak nabiera bardziej górskiego klimatu. Zmieniają się drzewa, okolica jakby bardziej przyjaźnie nastawiona. A ścieżka robi się miejscami raz szersza, raz węższa. Co warto zaznaczyć, kiedy wybieramy ten szlak do jazdy rowerem: ostrożność. Łatwo ze ścieżki się zsunąć. O dziwo dosyć niskie szczyty, ale miejscami strome, a ścieżka bardzo wąska. Jeśli ktoś wybiera drogę do zjazdu musi przygotować się, że na pełnej pompie na dół nie zjedzie. I tak oto mile, bo podjazdowo, w ciszy i spokoju, napawaniu się naturą i ciepłym dniem mija przejazd przez Lachowe Młaki na Słowiankę. 

 

        Po około godzinie z małym hakiem docieramy pod Skałę, gdzie znajduje się odbicie na Juszczynę, szlak rowerowy na Skałę i Magurę oraz nasz, w dalszym ciągu, niebieski szlak, tym razem z oznaczeniem rowerowym i spacerowym, na Słowiankę. I jest to już czysty zjazd enduro, który uwielbiam. Przejechałam go już dwa lub trzy razy i jest jednym z moich ulubionych. Krótki, bo niecałe dwa kilometry, ale treściwy. I choć jest to szeroka ścieżka to miejscami stroma, pełna wielkich kamieni, miejscami błota i korzeni. Po drodze cudowny widok na góry w masywie Romanki z nią samą na czele. Na rozstaju odbijamy w lewo na Słowiankę, gdzie przewidzieliśmy godzinny postój. Chcieliśmy w tych górach pobyć. Dla siebie. Dla umysłu, wyciszenia, obcowania z przyrodą. Z widokiem na masyw Romanki, czyli góry dzikiej i pełnej tajemnic. Dla niewtajemniczonych, na Słowiance znajduje się Stacja Turystyczna (nienależąca do PTTK), więc można w niej przenocować i coś kupić do jedzenia/picia.
         Przed nami ostatni etap trasy, czyli przejazd na Abrahamów. 

 

 

Wracamy szlakiem czerwonym na rozstaje dróg i zjeżdżamy kawałek szlakiem czerwonym. I tutaj na chwilę się zatrzymam, bo uważam, że warto o tym wspomnieć. Szlak za każdym razem na tym etapie jest rozkopany. Rower trzeba przenosić na plecach, przejeżdżać po błocie i rozrzuconych gałęziach wmieszanych w błoto, po liściach, igłach. Jednym słowem: jedna wielka porażka. Szlak został w tym miejscu rozkopany. Na szczęście jest to tylko niedługi fragment, około piętnastu minut, później staje się znów przejezdny, prawie prosta i szeroka droga. I stajemy obok Stacji Turystycznej na Abrahamowie, który szczerze powiedziawszy, nie wiem czy jest jeszcze czynna. 

 

 

Nie marnując czasu podjeżdżamy wyżej na ulubione miejsce, bardziej widokowe, i tam parę zdjęć, łyków wody i najlepsze dopiero przed nami- zjazd z Abrahamowa!

 

 

       Wpierw paręnaście metrów podjazdu i dalej czerwonym szlakiem kierujemy się w stronę szczytu. Za domami i polami zaczyna się las i „grań” Abrahamowa, więc jest w miarę prosto, czasem krótki podjazd. Droga jest cały czas szeroka, więc im stromsza się robi, pozwalamy sobie na więcej endorfin i szybkości. Sumując szlak w dół i zjazd to przede wszystkim są to zakręty, widoczne oczywiście z daleka, więc czas na reakcję jest, następnie kamienie, głównie kamienie- drobne, większe i głazy, ze dwa uskoki. Na polance nawet jedna hopka. Ostatnie dwieście metrów to typowe flow po gładkiej powierzchni. Po dotarciu poza linię lasu i góry jest krótki, ale treściwy zjazd z hopkami, jedna po drugiej- większe i mniejsze aż do samego asfaltu. Całość zjazdu z Abrahamowa to około piętnastu minut czystego enduro i wiatru we włosach. Jeden z ciekawszych zjazdów na jakich byłam. 
       Osobiste odczucia dotyczące trasy to przede wszystkim jest ona do pokonania dla każdego w każdym tempie. Jako takie podstawy należy znać jednak trasa ogółem nie należała do trudnych. Najciekawsze i zaskakujące było odkrycie szlaku praktycznie w całości do przejazdu w siodle, co w Beskidach naprawdę rzadko się zdarza. Ścieżka to naturalny single track. Cudowne widoki, mały ruch turystyczny (być może kiedyś pokuszę się, jeśli w okolicy będę, o zjazd niebieskim do Bystrej), cisza i spokój, dziewicze lasy, które potrafią momentami zaskoczyć swoją odmiennością. I przede wszystkim to, co rowerzyści górscy lubią najbardziej- piękny i płynny zjazd pełen wrażeń i emocji. Takiego szlaku w Beskidzie Żywieckim z pewnością nie znajdziecie.

PODSUMOWANIE:

  • całkowity czas: 3h
  • czas jazdy (bez przerw): 2.30h
  • ilość kilometrów trasy: 17km
  • trudność trasy: średnio trudna/dosyć łatwa, wymaga jako takiego obycia w zjazdach, technice i postawie
  • dla kogopoczątkujący (obyci już z tematem) i średnio zaawansowani
  • charakterystyka: podjazdowy szlak w 95% (do pokonania w siodle), wąskie ścieżki przy podjeździe i przejezdne, niezarośnięte, zjazd szerokimi, ale nieco stromymi drogami pełnymi kamieni, głazów i korzeni z kilkoma uskokami, ostatni etap to flow i hopki