Maj 13, 2018

„Kurtyka. Sztuka wolności” B.McDonald- opowieść o „Zwierzu”.

          Czy jest ktoś, kto nie słyszał o sylwetce Wojciecha Kurtyki? Wspinacz-filozof, dla którego celem bardziej jest droga niż sam szczyt, dla którego góry nie są tylko górami, ale filozofią życia, który unikał i unika rozgłosu oraz obrał sobie ścieżkę góry, sztukę wolności, której poświęcił swoje marzenia i życie. Sądzę, że z pewnością nie każdy o nim słyszał. 
          Jest to postać niezwykle skromna, z głową pełną pokory, przeróżnych skomplikowanych myśli i filozofii bardzo zawiłych, ale głębokich i pięknych. Kurtyka w górach widzi coś więcej, dostrzega głębię, wyostrza wszystkie zmysły i wyczuwa to, co nienamacalne i niedostrzegalne gołym okiem. To mnie najbardziej zaskakuje, intryguje i ciągnie, by w tej jego filozofii się zagłębić. Nie chciałabym poznać całkowicie jego myśli, bo uważam, że jest to sfera intymna, ale w pewien sposób się z tym człowiekiem, jego wizją, identyfikuję. 


          Wojciech Kurtyka wspinał się w czasach, kiedy znane były już postaci takie jak Messner, Rutkiewicz czy Kukuczka ( z którym później sam miał okazję się wspinać), ale tworzył coś całkiem innego, co go wyróżniało. Bardziej niż cel interesowała go droga i trudne technicznie szczyty w Himalajach i nie tylko. Miał niekonwencjonalne pomysły na góry. A sam jego byt był już sam w sobie niekonwencjonalny. Cenił sobie w górach przyjaźnie, relacje, które zacieśniał podczas pobytów na wysokościach z różnymi ludźmi, dawały mu one poczucie szczęścia. Mimo rozstań i konfliktów, cenił sobie każdego partnera jak brata. Cechowało go jeszcze jedno- szybki i elegancki styl alpejski, „wspinaczka nago i nocą”. W szybkim tempie i z klasą zdobywał nowe szczyty, szukał ciekawych rozwiązań, jak trawers grani Broad Peaków z wejściem na szczyt główny razem z Jurkiem Kukuczką, długa i wymagająca wspinaczka na Trango Tower (wraz z Erhardem Loretanem w 1988 roku wykazali się niezwykłą odpornością na zimno), przejście ściany Kohe Bandaki i wytyczenie nowej drogi w 1977r., czy solowe przejście Chińskiego Maharadży. Kurtyka tworzył więc całkiem nowy wymiar wspinania i charakter wejść na szczyty ośmiotysięczne i nie tylko. To mu dawało największą satysfakcję- droga jako cel, nie sam szczyt.
          Swoje wyprawy „zamykał” w słowach” sztuka cierpienia”, bo tym był właśnie dla niego alpinizm. Prawdziwą sztuką cierpienia. Radzeniem sobie w kluczowych i trudnych sytuacjach, kiedy wymagało się od samego siebie wszelakiej odporności fizycznej i psychicznej, kiedy człowiek przekraczał granice. Dlatego to, co robił, podjęcie się sztuki cierpienia, było pojawieniem się sztuki bycia prawdziwie wolnym. 
          Autorka książki w jasny sposób przedstawia nam historię znakomitego alpinisty jakim. Historię rozpoczyna od odrzucenia przez Kurtykę nagrody Złotego Czekana po czym przechodzi do chronologicznej opowieści o jego życiu. Od samego początku. Wyjawia jego kilka myśli, przedstawia emocje i uczucia, przytacza istotne i szczegółowe wątki dotyczące relacji rodzinnych i przyjacielskich oraz rzetelnie opisuje każdą wyprawę. Kończy książkę wspomnieniem z uroczystości wręczenia Złotego Czekana za całokształt osiągnięć wspinaczkowych panu Wojtkowi, który po długich i ciężkich rozważaniach, przyjął nagrodę. 

          Myślę, że postać Kurtyki jest niezwykle złożona i intrygująca, dzięki czemu chce się go poznać bliżej. Bliżej poznać jego filozofię życia, wspinania i zdobywania tego, co dla wielu nieosiągalne nawet w myślach. A co w tym wszystkim zaskakuje najbardziej? Skromność. I swój własny świat. Zamknięcie się na wszelkie schematy. Niekonwencjonalność. I również silny charakter. Upór. Sztuka cierpienia wymaga i nie pozostaje bierna. Stawia wysoką poprzeczkę dla tych, którzy chcą jej zasmakować, a raczej stawić czoła. I taki właśnie jest pan Wojciech. Człowiek, który tę sztukę cierpienia w sobie ukochał.