Marzec 01, 2018

W krainie wiosennych mgieł- Beskid Śląski (Skrzyczne, Malinowska Skała, Magurka Wiślańska i Magurka Radziechowska).

 

 
          Zima chyliła się ku końcowi. Nadeszła wiosna, śniegi topniały, natura budziła się ze snu i życie tętniło kolejny raz. Wszystko wstawało. Jeszcze rozespane, jeszcze senne. W takich momentach czuje się powiew tych rozespanych gór. Chęć wędrówki wzmaga się w sercu, pakuje się plecak i rusza przed siebie. 

          Znane na pewno każdemu beskidomaniakowi Skrzyczne w Beskidzie Śląskim to miejsce, z którego rozcierają się bajeczne panoramy, a przy okazji ma wiele sieci szlakowych wokół. Możliwości bez liku. Jako, że Malinowska Skała bardzo zapadła mi w pamięci, gdy byłam na niej z rodzicami kończąc podstawówkę, stwierdziłam, że warto się w tamte rejony wybrać. 
          

 

 

Budząca się Królowa- Babia Góra.

 

 

 

 

 

 

Dalsza część trasy, w oddali Magurki i Barania Góra.

 

Pierwsze szczyty tatrzańskie.
          Wędrówka rozpoczyna się w Lipowej Ostre, spod hotelu Zimnik. Szlak w kolorze niebieskim to prawdopodobnie jeden z najszybszych na Skrzyczne, ale najbardziej stromy. Można to poczuć już od pierwszych kroków stawianych na szlaku. Podejście jest bardzo strome, prowadzi gęstym i dzikim lasem. Po parunastu minutach stok łagodnieje i zmienia kąt nachylenia na lżejszy. Tym samym wkraczamy w buczynkę, jeszcze klimat jesienny towarzyszy, bo zeszłoroczne liście leżą odłogiem, a w rzeczywistości jest już wiosna. Czuć to po zapachu lasu. Stał się żywszy. Napawa płuca świeżym i wypoczętym powietrzem. Droga się rozszerza, staje się błotnista, ale im wyżej, tym więcej widoków. Pierwsze w oczy rzucają się mgły w dolinach, co z początku trochę mnie zawiodło, obawiałam się, że przez większość wędrówki tak będzie. Na szczęście się pomyliłam. Pokonując kolejne kilometry trasy, moim oczom ukazała się Królowa Beskidów, czyli Babia Góra, wtóra wyłaniała się ponad mgłę i górowała nad wszystkim. Widok kosmiczny! W tym momencie naprawdę wyglądała, jak królowa. Słonko przygrzewało coraz mocniej, a błękit nieba coraz bardziej raził mnie w oczy. Czułam tą wiosnę dosłownie wszędzie. Słyszały ją moje uszy w śpiewach ptaków, czuł mój nos w zapachu wiatru, widziały oczy w zieleniejącym się lesie i wszystkiego mogłam dotknąć, poczuć, otrzeć się o gałązkę, dotknąć trawy. Było to jedno z najciekawszych doznać w górach. 
 

 

 

 

 

 

Beskid Śląski, a za nim Mała Fatra na Słowacji, m.in. Wielki Rozsutec, Stoh, Krywań, Chleb.

 

 

Od lewej: Tatry, Pilsko, Romanka, Rysianka i Lipowska.
          Po przejściu połowy szlaku widoki stają się coraz bardziej oszałamiające. Barania Góra, Magurki, nawet kawałek Małej Fatry, Beskid Żywiecki z Pilskiem i Romanką, a nawet i coraz większy fragment Tatr. I jeszcze te mgły… Prawdziwe niebo. Kraina wiosennych mgieł. Panoramy te dawały tyle radości, że euforia malowała się na twarzy bez głębszego namysłu.
 

 

Schronisko na Skrzycznem.
          Czekało nas jeszcze niedługie podejście zboczem Skrzycznego. Miejsce zacienione, zaraz ścieżki las, więc śnieg jeszcze leżał. Zrobiło się nieco chłodniej, zarzuciliśmy grube polary na siebie i kontynuowaliśmy trasę. Ostatnie podejście prowadzi gęstym lasem i po chwili wychodzi się na niewielką polanę, z której widać zielony dach schroniska. Szczyt. 
          Po dotarciu do schroniska, grzejemy ręce, regenerujemy się i gromadzimy nowe zapasy energii (naleśniki zostawiłam na miejsce, w którym będzie można usiąść i pokontemplować z widokami!). Skrzyczne to dość oblegana góra, zwłaszcza latem. Na szczyt można wyjechać kolejką stąd też ta popularność. Ale tym razem schronisko świeciło pustkami, co było niemałym zaskoczeniem.
          Dalsza część trasy zaplanowana jest na dotarcie na Malinowską Skałę, a dalej przez Magurkę Wiślaną i Radziechowską. Czyli cała pętla. Siedzieć już się nie chciało, więc zebraliśmy się i ruszyliśmy przed siebie. Nie tracąc więc czasu ruszamy na szlak. Czeka nas około godzinny marsz w stronę Malinowskiej Skały. 
 

 

 

 

 

Malinowska Skała.

 

Po prawej Skrzyczne, a w dole Żywiec i jezioro.

 

 

Widok na Beskid Żywiecki.
Bardzo prosty do pokonania teren, można by rzec, że cały czas po płaskim. Idziemy grzbietem, wokół rozciera się panorama na Beskid Śląski, Żywiecki i Tatry. Nie potrzeba słów, żeby wyrażać zachwyt. Każdy cieszy się w głębi siebie i wyraża emocje uśmiechem i ciszą. Dzięki temu lepiej adaptujemy się do tego miejsca. Na pewnych odcinkach zalega jeszcze śnieg, mijamy miejsca zarośnięte kępką lasu. Tutaj warto przytoczyć historię sprzed paru lat. Kiedyś stoki Malinowskiej i Skrzycznego były całkiem porośnięte lasem. Ale choroba zaczęła zżerać drzewa od środka, więc zarządzono wycinkę, poza tym, drzewa ścinano też kiedyś na potrzeby huty w Węgierskiej Górce i innych fabryk. Pamiętam Malinowską Skałę z tej rodzinnej wyprawy. Skała stała w lesie, a teraz? Nie sądziłam, że jestem w tym samym miejscu. Naga skała w oddali rzuca się w oczy. Stoi samotna, pozbawiona szat roślinnych. Szczerze? Okropny widok. Inaczej to zapamiętałam, inaczej to wyglądało. Panoramy tych stoków to jak widok po bombie nuklearnej. Pogrom wyciętego i zniszczonego lasu. Niesamowicie ściska serce. 
          Z Malinowskiej Skały ruszamy po krótkim rekonesansie okolic skał w stronę Magurki Wiślańskiej. 
 

 

 

 

Barania Góra.

 

 

 

 
Tracimy trochę wysokości, ale po kilkunastu minutach zakręcamy, jak to w pętli, i znów nabieramy wysokości wchodząc na Gawlas. Po drodze parę formacji skalnych, z których ta okolica słynie. Babia Góra góruje przed nami, a my w pełnym słońcu i z dalszą energią wędrujemy. Trasa przebiega bardzo spokojnie i miło, szlak nie sprawia kompletnie żadnych trudności. Po drodze mijaliśmy czerwone odbicie na Baranią Górę. Trochę kusiło, ale niestety byliśmy uzależnienie od samochodu, więc zostawiliśmy to na raz następny. Po dotarciu na Magurkę Wiślańską, przed nami niecałe pół godziny marszu w stronę Magurki Radziechowskiej. Szlak prowadzi dalej szeroką ścieżką, momentami pełną błota i kałuż. To typowe dla tego okresu. Śnieg zszedł, a że droga to sama ziemia- nie ma się co dziwić. Po dotarciu na ostatnią z Magurek pozostaje tylko zacząć schodzić do Ostrego.
 

 

 
To co zostało wyżej, czyli panoramy, szczyty i słońce zostaje, a my wracamy. Coraz więcej lasu, tracimy wysokość coraz szybciej. A wszystko zostawiamy w tyle. Po około czterdziestu minutach żwawego marszu docieramy na polanę, gdzie są już domy, a potem do momentu pojawienia się asfaltu to szeroka, kamienna droga lasem, swoją drogą bardzo urokliwa i ciekawa. I tak po dwóch godzinach schodzenia docieramy na miejsce, gdzie jeszcze rano nie było żywego ducha w porównaniu z masą ludzi, która spaceruje do Doliny Zimnika.
          Cała trasa zajęła nam według mapy siedem godzin, doliczając przerwy, które były krótkie, ze względu, że trasa nie wymagała sporych nakładów energii, nie była tak męcząca, osiem godzin. Pokonaliśmy ponad tysiąc metrów przewyższenia. Jeżeli miałabym polecić trasę w Beskidzie Śląskim to nie ma nic piękniejszego, jak szlak na Skrzyczne, Malinowską i Magurki. Owszem, każde miejsce ma swój urok, jak Barania Góra i szlak z Kamesznicy, co znajdziecie również w poprzednich wpisach, ale to, w jaki sposób ujęło mnie to miejsce, jak oszałamiające widoki, mgły i szczyty było mi dane obejrzeć to przekracza wszelakie granice pojmowania rzeczywistości, jakie spektakle dzieją się nad poziomami morza. Mamy to za darmo, spektakle grane są codziennie, wystarczy tylko się zmotywować i ruszyć, a gwarantuję, że będzie to najlepsze, co w życiu zrobicie.