Grudzień 25, 2017

Pieniny. Część pierwsza. Co warto zobaczyć?

          W Pienińskim Parku Narodowym bywałam bardzo często. To był punkt odniesienia wakacji parękroć w moim życiu, głównie za dzieciaka. Jeździłam z rodzicami, pewne miejsca zwiedziłam i widziałam wiele razy, wracaliśmy zawsze w to samo miejsce, to tej samej Pani Jadzi, która piekła pyszne oponki i na śniadanie serwowała świeże mleko od krowy. Myślę, że doświadczeniami warto się dzielić, tak samo, jak pomysłami i proponować ludziom, by zobaczyli coś, co naprawdę warto zobaczyć. Pieniny były wakacyjną odskocznią, więc w jakiś sposób czuję się z nimi sentymentalnie związana. Ale, że nie samymi górami człowiek żyje (oj… z tym ciężko się zgodzić, ale mus to mus), stwierdziłam, że czemu nie przygotować czegoś innego? Podróż w Pieniny, w jaką chcę Was tym razem zabrać. A czy warto, to sami się przekonajcie. 

          Poniżej przedstawiam parę miejsc wartych zobaczenia, w których byłam kilka razy, które zwiedziłam i przeszłam na… stopach. 

SPŁYW DUNAJCEM

          Na spływie Dunajcem byłam trzy, może cztery razy. Jeden z nich pamiętam bardzo dokładnie, bo akurat miałam taką okazję ponad dwa lata temu. Jest to o tyle ciekawa atrakcja, że każdemu wpadłaby w gust. Siedzisz w wygodnej flisackiej łódce, do której wchodzi dziesięć osób maksymalnie, i oglądasz wszystkie dzieła natury, krajobraz się zmienia, a flisak opowiada o geografii, geologii tego miejsca, lokalne opowiastki i legendy. Dunajec płynący przez to pasmo, tworzy wąwóz, który otoczony jest z każdej strony wapiennymi skałami, urwiskami i porośniętymi je lasami. Występują tam rzadkie gatunki ptaków. Łódkę „prowadzi” dwóch flisaków w strojach regionalnych i opowiadają, co umila spływ. Do wyboru do koloru, możemy wybrać wariant krótszy lub dłuższy i wsiąść też na różnych odcinkach trasy. Obydwa zaczynają się w Sromowcach Kątach. Wariant krótszy to 18 km liczący około dwie godziny z małym hakiem spływu do Szczawnicy, natomiast wariant dłuższy to przedłużenie do Krościenka o 5 kilometrów, co daje czas prawie trzech godzin. Jeśli dobrze pamiętam, płynęłam trasą dłuższą i właśnie w tym etapie ostatnich 5 km nie ma szczególnie niesamowitych, innych rzeczy niż były wcześniej. Dlatego polecam wariant pierwszy. Do stracenia nic nie ma. 

          W czasie spływu mijamy Trzy Korony, a więc związaną z nią lokalną legendę, w której każda z trzech skał ma swoją nazwę. Wysoka Kaśka, Gruba Baśka i Kudłata Maryśka. Nie pamiętam skąd nazwy się wzięły, a informacji dokładnych nie znalazłam, aczkolwiek podejrzewam, że chodzi o jakieś konkretne kobiety, które zostały zaklęte w skale, albo skały je przypominają, albo tak je po prostu, dla śmiechu, nazwano. Mija się Czerwony Klasztor (miejsce i nazwa słowackiej wsi, gdzie znajduje się tamtejsza przystań), roztacza się panorama na masyw Trzech Koron, które pięknie się ukazują, a przez większą część spływu płyniemy wzdłuż granicy polsko-słowackiej (po prawej stronie część słowacka). Dunajec opływa Klejową i Holicę, i kolejno skałki, które nazwano Siedmioma Mnichami. Tu legendę pozwolę sobie przytoczyć. Otóż siedmiu występnych mnichów chadzało do pewnej mniszki i za karę zostało zamienionych w kamień, że ulegli pokusie, a im nie wypadało. Przez fragment spływu towarzyszy obok biegnąca ścieżka rowerowa, dydaktyczna, spacerowa, wiele osób decyduje się na malowniczy spacer. I przez cały ten czas podziwiamy tamtejsze ptactwo, różnorodność roślin, formacji skalnych wsłuchując się przy tym, jak spiętrzone fale Dunajca uderzają w rytmie flisackich opowieści, o drewnianą łódź. 

A kto to tam zerka? Wyłaniające się Trzy Korony.

Trzy Korony. Od lewej: Nad Ogródki, Okrąglica (szczyt, na niej jest taras widokowy), Płaska Skała i Pańska Skała.

Kaczuchy, wszędzie kaczuchy!

Ścieżka przyrodnicza biegnąca wzdłuż Dunajca.

Koszty: dokładne informacje znajdziecie pod linkiem flisacy.pl. Bilet kosztuje około 54-52zł. Cena nie należy do najniższych, ale z pewnością spływ jest wart swej ceny. 

ZAMEK W CZORSZTYNIE

          Ruiny w znacznej mierze zachowane i udostępnione dla zwiedzających. Spacer po wystawach w komnatach, gdzie można oglądać eksponaty, czy poznać historię zamku, i po murach zamku, to jedne z zalet, żeby się tam pojawić. Przede wszystkim jedno z najciekawszych miejsc, z których panorama jest przepiękna. Widok na cały zalew, Pieniny Spiskie i Tatry. Zdecydowanie do gustu przypadła mi przechadzka po murach i otwartych salach. Miejsce klimatowe i ciekawe. Być może zawdzięcza to wyglądowi, który wprowadza w starodawny nastrój. 

Dziedziniec zamkowy.

Panorama na Tatry Bielskie i Wysokie.

Widok na zamek w Niedzicy.

Widok z gondoli na zamek w Czorsztynie.

Koszty: bilet wstępu to zaledwie 5zł normalny, a ulgowy 2,50zł. Miejsce warte zobaczenia, choćby dla ciekawej panoramy.

Więcej informacji na stronie: www.pieniny.com


ZAMEK DUNAJEC W NIEDZICY

          Warownia średniowieczna na przeciwległym brzegu jeziora Czorsztyńskiego. Kiedyś świadek wydarzeń historycznych, dziś spełnia funkcje zaplecza muzealno-hotelowo-gastronomicznego. 

Na dziedzińcu zamkowym.

Sala tortur.

Taras z widokiem na zaporę.

Gdzie ta Brunhilda? Jeden pan już łysieje. Oj. 

Wokół zamku liczne stragany z okolicznymi pamiątkami, blisko plaża, a na dziedziniec zamkowy trzeba troszkę podreptać. Fajnie jest się podpiąć pod jakąś grupę z przewodnikiem, zawsze ciekawiej jest się czegoś dowiedzieć od kogoś, kto się tym zajmuje i temat zna. W zamku znajdziemy restaurację (kiedyś sala balowa), komnaty z wystawami obrazów, czy lochy, gdzie znajduje się sala tortur i możemy zobaczyć, jak to kiedyś wyznaczano sprawiedliwość. Znajdziemy też taras widokowy, na który prowadzą drewniane schodki i znana z legend, owiana sławą 60 metrowa studnia Brunhildy. Jak byłam mała to mnie zawsze nią straszono, że mnie zabierze, jak nie zjem obiadu. Legenda głosi, że gdy mężczyzna wypowie imię swojej ukochanej, a ma coś na sumieniu, następnego dnia wyłysieje. Stanie się tak za sprawą Brunhildy, którą przypadkiem (jak można przypadkiem wyrzucić kogoś z okna?) jej mąż Bogusław wypchnął z okna przy kolejnej kłótni. Biedna Bronka. 

          Obok zamku znajduje się też wozownia, gdzie możemy obejrzeć karety i powozy z lat, kiedy panowie i królowie wozili się, jak szlachta byśmy powiedzieli, ale oni szlachtą byli, więc mogli. Najbardziej podobało mi się oznaczenie „Uwaga, duchy”. Szkoda, że żadnego tam nie spotkałam. 

Koszty: bilet normalny 14zł, ulgowy 12zł, spichlerz to dodatkowe 4zł, a wozownia w cenie zwiedzania. 

Więcej informacji na stronie: www.pieniny.com

Z zamku do zamku:

Istnieje super opcja dla osób, które chcą zwiedzić dwa zamki jednego dnia. Szkoda tracić paliwa w samochodzie i marnować czas na dojazd, skoro jest możliwość przepłynięcia niewielką gondolą z Czorsztyna do Niedzicy, praktycznie pod same zamki. Kurs jest stały, odbywa się co 15 minut, a samo przepłynięcie to nie dość, że dodatkowa atrakcja to szybki transport na drugą stronę jeziora. 

Koszty: rejs z jednej strony na drugą jednorazowo kosztuje 6zł, ulga tylko dla dzieci do lat 10, czyli 5zł (ulga, jak ulga), co daje 12zł w dwie strony. 

Takie niewielkie gondole kursują z jednej strony na drugą.


Więcej informacji na stronie: zalewczorsztynski.com


PIENIŃSKA PUSTELNIA I ZAMEK ŚW. KINGI

Grota św. Kingi.

          Ruiny znajdują się w masywie Trzech Koron na Zamkowej Górze. Zamek miał pełnić funkcję obronną, funkcję schronienia dla króla w razie „W”. Według legendy, fortyfikacje wznosili aniołowie. Zamek św. Kingi, ponieważ otrzymała kiedyś do władania Pieniny i ziemię sądecką, więc to ją wybrano na patronkę tego miejsca. Jeśli chodzi o pustelnię. Pustelnicy pienińscy zbudowali swoją pustelnię w okolicach zamku. Byli lekarzami dla ciał i dusz dla turystów, przewodnikami. Jeden z nich pomagał wykłuwać grotę św. Kingi, którą możemy właśnie tam zobaczyć, tak samo, jak ruiny. Czas nie jest dla nich łaskawy, choć park robi co może, żeby zwiedzanie ułatwić za pomocą schodków, barierek i innych pomocy. Warto tutaj zaznaczyć, że czasy pustelników w tamtym rejonie nie są takie odległe, bo zahaczają o wiek XX. Pustelnia niestety spłonęła, a park nie pozwolił na jej odbudowę. Wyprawę w tamte tereny warto połączyć z wizytą na Trzy Korony, które znajdują się niedaleko. 

Pozostałości murów.


KOŚCIÓŁ ŚW. MICHAŁA ARCHANIOŁA W DĘBNIE

          Niewielki, drewniany, gotycki kościółek. Takie najbardziej mi się podobają. Właśnie w tym starodawnym, kultowym stylu. Panie w kolorowych chuścinkach na głowach, pięknie śpiewające najwyższe tonacje, jeszcze zachodzące słońce, więc ma to naprawdę swój niepowtarzalny urok. Człowiek się czuje, jakby przeniósł się w dawne czasy. Kościółek pochodzi z XIII w., został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Piękne, staromodne malowidła sprawiają wrażenie, jakby czas stanął w miejscu. Piękny krzyż, figury. Warto zajrzeć, nawet jeśli nie ma się nic wspólnego z wiarą chrześcijańską.