Maj 11, 2017

Jak jeść/ pić podczas górskiej wyprawy?


          Niewątpliwie jedną z najważniejszych rzeczy, jaką musimy zabrać ze sobą w góry, czy to na dłuższą, czy krótszą wyprawę jest jedzenie i picie. Przygotowałam krótki, uniwersalny poradnik o tym, co warto zabrać na każdego rodzaju trip.

          

Ile?

          No właśnie. Ileż tego jedzenia zapakować do plecaka, żeby nie był zbyt ciężki, ale też bym na szlaku nie zgłodniał/a? Wszystko zależy od tego, jaki rodzaj wędrówki będziemy uprawiać, ile czasu nam ona zajmie i czy będzie trwała dłużej niż jeden dzień. Jeśli wybieramy się na max dwu lub trzygodzinną trasę to nie wyładujemy plecaka po brzegi jedzeniem, bo oczywiste jest to, że wszystkiego nie zjemy. No chyba, że ktoś idzie w góry po to, by zjeść wystawną ucztę na szczycie. W każdym razie, w pierwszej kolejności zastanówmy się nad tym, jak długi dystans mamy do przebycia, a ilość posiłku sobie do tego dostosujemy sami, patrząc też na swoje możliwości i zapotrzebowanie. Gdy wybieramy się na dwudniową wyprawę, wiadomo, trzeba zabrać więcej i jedzenia i picia, chyba, że chcemy wydać miliony w schroniskach, jeśli jakieś po drodze mamy. Jeśli wędrówka jest dłuższa niż dwa dni, a mamy możliwość zahaczenia o schroniska, czy innego typu bacówki, możemy zabrać tego mniej, bo wodę uzupełnimy. W przypadku, gdy schroniska nie ma po drodze, nie mijamy żadnej cywilizacji i jesteśmy skazani tylko na siebie, gromadzimy zapasy na czas dłuższy, co jest raczej zrozumiałe. Warto zaznaczyć, że gdy faktycznie trasa będzie na kilka dni, wody nie zabierzemy, by na te kilka dni starczyło, więc gdy pojawia się sposobność, uzupełniamy zapas do pełna w schronisku, a gdy go nie ma, przegotowaną wodą z wartkiego, górskiego strumienia ( co i tak jest ryzykowne, ale w gruncie rzeczy, gorsze i tak jest to, co jemy na co dzień, aż strach myśleć o tym, czym te gigantyczne, przerośnięte truskawki kupione zimą w sklepie są pryskane ). Większość z nas chodzi częściej na jednodniowe wypady w góry i często zastanawiamy się, co zabrać. Na jednodniowy wypad powinniśmy mieć średnio około do 3 litrów wody. Warto jednak mieć ten zapas, bo lepiej by zostało, niż brakło. 

Co?


          Jeśli chodzi o płyny: najlepszą opcją jest oczywiście woda, woda z sokiem ( niegazowana ), czy zwykły sok. Żadne napoje gazowane nie są wskazane. W połączeniu z wysiłkiem, będziemy, jak nadmuchane balony. Ciekawą opcją są też różnego typu izotoniki, które warto robić sobie samemu. Do wody troszkę soli lub sody, cytryny, mięty, pomarańczy i izotonik gotowy. Uzupełni niedobór elektrolitów i doda nam energii. Idealnie sprawdza się w momencie, gdy jesteśmy naprawdę zmęczeni. Kiedyś w aptece kupiłam tabletki musujące w formie elektorlitów i również się sprawdziły. Jeżeli ktoś lubi, ma taką możliwość, dobrą opcją są też koktajle owocowe lub warzywne, które dają niesamowitą dawkę witamin i kopa! Wszystko zależy od tego, czy ktoś wybiera owoce w zwykłej postaci, czy w formie musów i mieszance różnych owoców ze sobą. Sama stwierdziłam niedawno, że zamiast banana, mandarynki, jabłka i czegoś jeszcze innego, zajmie mi to wiele miejsca w plecaku, więc zacznę robić musy owocowe ( tych warzywnych nie lubię, niestety ). Oczywiście, zimą, czy nawet latem, dobrze mieć do tego konkretnego posiłku herbatę w termosie. Zawsze ciepła, zawsze pyszna i polecam nawet na ciepłe dni mieć ją ze sobą w plecaku.

Jedzenie. Tutaj mamy spore pole do popisu. Wszystko zależy od tego, co lubimy jeść. Kanapki, konserwy, jajka, naleśniki, ciasto, wszystko! Na jednodniową wyprawę możemy zabrać dosłownie to, na co mamy ochotę. Oczywiście w ramach zdrowego rozsądku. Ciężkostrawne posiłki raczej nie wyjdą nam na dobre. O problemy z żołądkiem jest naprawdę łatwo, więc lepiej nie przesadzić. Jeśli miałabym wyróżnić swoje top jedzenie to z pewnością będzie to jajko z majonezem i herbata. Jako miłośniczka herbat, wypijam ich sporo, zatem na szlaku również muszę mieć ją ze sobą. Zastępuje mi kawę, której nie potrafię pić. Pamiętajmy, ma być kalorycznie, ale zdrowo! Z czegoś tą energię organizm musi czerpać, prawda? Kanapka, pełnowartościowa kanapka, ser, szynka, warzywka, kanapka z jajkiem, pasztet, rybka, dwa razy zabrałam też naleśniki i smakowały jeszcze lepiej. Pamiętajmy o owocach. Jak pisałam wcześniej, dają energię, a ponadto, są soczyste i nawadniają. Cóż jeszcze… Coś słodkiego! Właśnie! Jak mogłabym zapomnieć o słodyczach! Czekolada, batonik- to coś, co uratowało niejednego na szlaku. Dawka, solidna dawka energii. Nawet kostka gorzkiej czekolady daje nam bardzo wiele.  Z dłuższym trekkingiem jest ciężej. Z doświadczenia wiem, że nie warto brać wielu rzeczy. Zależy, czy chcemy stołować się w schroniskach, czy na własną rękę. Dobrą opcją jest palnik gazowy, na którym można zrobić wszystko, jeśli mamy odpowiednie składniki. Czy to zrobić jajecznicę, przegotować wodę, podgrzać coś z konserwy. Korzystałam, więc polecam, no ale jednak trzeba mieć te produkty, bo bez nich palnik na nic się nie zda. Ilość i jakość produktów zabieranych na kilka dni: przede wszystkim takie, żeby się nie zepsuły pod wpływem ciepła. Potrzeby dostosujemy do tego, ile jemy, jakie mamy zapotrzebowanie energetyczne, co lubimy, co będziemy jeść i czy będziemy sami sobie gotować czy też korzystać ze schronisk. 

Co jeszcze warto mieć?

          Czekolada. Jak wspominałam wyżej, bez niej ani rusz. Poleca się gorzką, ale nie każdy lubi. Dlatego można wybrać zwykłą mleczną. Zmęczenie przy długiej trasie, potęgująca słabizna, sięgasz do plecaka i czekolada ratuje ci skórę. Podczas wędrówki spalamy masę energii, więc czymś ten brak należy uzupełniać. Orzechy. Pozwalają na lepszą koncentrację i dodają energii. Suszone owoce- witaminy, są słodkie, co równa się energia. Banany. Sam banan to moc kalorii i siły. Kabanosy. Czyste białko, a jego też organizm potrzebuje, poza tym, są dobre, więc warto je ze sobą mieć ( a chyba każdy lubi coś podjadać po drodze ).