Styczeń 05, 2017

Poranek w Beskidzie Żywieckim- przełęcz Przegibek i Bendoszka Wielka!

 

 


      Pomysł padł bardzo spontanicznie. Coś na zasadzie porannej kawy lub herbaty w górach w ciepłym schronisku. I do tego pyszna szarlotka… czego chcieć więcej? Tym razem na podbój gór ruszyła nas trójka. Jako, że szukaliśmy jakiejś krótszej trasy ze względów czasowych, pomysł padł na Przegibek i Bendoszkę. Blisko i całość zajmie nie za wiele. 

        Z domu wyjechaliśmy około szóstej rano. Czas dojazdu do Rycerki Kolonii to około czterdzieści minut, więc liczę, że około siódmej zaczęliśmy naszą wędrówkę. To było moje pierwsze od bardzo dawna rozpoczęcie trasy jeszcze o zmroku. Las wyglądał naprawdę mrocznie. Nie wiem dlaczego, ale zawsze mam jakieś niezidentyfikowane urojenia, że coś wyskoczy i mnie pożre przez co czuję się czasami bardzo niemądra. Jako, że mój aparat nie robi zbyt ciekawych zdjęć, gdy jest ciemno, byłam zmuszona robić je tylko w drodze powrotnej.

 

 

 

         Przy końcowym przystanku w Rycerce Kolonii widzimy szlakowskaz, a na nim oznaczenie żółtego szlaku na Wielką Raczę- relacja i zielonego, czyli naszego, na przełęcz Przegibek i jednocześnie po drodze na Bendoszkę Wielką, gdzie znajduje się Jubileuszowy Krzyż Ziemi Żywickiej. Ruszając za szlakiem idziemy wpierw asfaltową drogą wzdłuż domów i po około dziesięciu minutach zakręcamy za szlakiem w lewo ( uwaga, szlak na słupie w polu, ja już raz przegapiłam). Przed nami wejście na szeroką, kamienistą latem, leśną ścieżkę. I szczerze mówiąc szlak przez całą godzinę prowadzi tak samo. Idzie się bardzo przyjemnie od samego początku, choć ruszyliśmy z kopyta, że tak to określę i złapałam lekką zadyszkę, zwłaszcza, że ubrałam się, jak cebulka i musiałam momentalnie ściągać z siebie wszystkie warstwy. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

          Las za mgłą i im wyżej jesteśmy tym gęstsza mgła i widoczność ograniczona. Mogłabym wyróżnić dwa ostrzejsze podejścia i przekraczanie leśnego potoku, które raczej nie sprawiały żadnego problemu. Jak wspomniałam, im wyżej, tym gęstsza mgła. Czułam się, jak w szklance pełnej mleka. Po ponad trzydziestu minutach marszu lasem wchodzimy w otwartą przestrzeń, gdzie widać zrzucone drzewa ze ścinki. Szlak zaraz zakręca ostro w lewo i idziemy wąską ścieżką. Szczerze przyznam, że taki las ma swoją aurę. Pełna tajemniczości. I od razu kojarzy mi się z klimatem wikingów, nie wiem w gruncie rzeczy dlaczego. Może przez te dzikie lasy i ponurość. Do schroniska na Przegibku zostało niewiele i po kilku minutach znów wchodzimy w leśna drogę, która zakręca do góry. Później tylko przedostatni etap wędrówki, jakim jest lekkie podejście pod oznaczenie, które pokazuje drogę na Bendoszkę. My jednak decydujemy najpierw dojść do schroniska, wypić herbatkę i zjeść „szarlotkę z rana”. Droga od rozejścia szlaków prowadzi około dziesięciu minut w dół, szlak troszkę bardziej przysypany. Gdy szłam tą drogą rok temu, ścieżka była bardzo zasypana, a śniegu dosłownie po pas!

Schronisko na Przegibku.


             I jesteśmy na miejscu. Schronisko ciepłe, przytulne. Osobiście miałam zawsze sceptyczne podejście do tego miejsca, ale po ostatniej wyprawie zmieniłam zdanie. Pewnie wszystko przez tą najpyszniejszą szarlotkę na świecie! W schronisku życie toczy się już od samego rana. Wiele osób wypożycza rakiety i rusza na szlak, a mnie jakoś tam smutno, że my już za niedługo będziemy wracać… 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

             Ze schroniska na Bendoszkę Wielką jest około dwudziestu minut, więc po godzinnej pogawędce i zagrzaniu łapek, ruszamy zdobyć nasz ostatni cel. Wracamy tą samą drogą aż pod oznaczenie i idziemy podejściem w górę. Szlak przetarty, ale zaczyna nieco sypać, mgła jeszcze gęstsza, a widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Jeszcze nie było tak źle, ale ziąb dawał w kość. Przed samym szczytem Bendoszki jest dość konkretne podejście, troszkę się poślizgałam, ale nie było mimo tego żadnych problemów. Docieramy na szczyt i… gdzie ten krzyż? Podeszliśmy jeszcze bliżej i dopiero teraz zauważyłam jego rysy we mgle i wiecie co? Wyglądał naprawdę majestatycznie w tej mgle i śniegu, naprawdę. Postawiono go tam z okazji 2000 Jubileuszu ogłoszonego przez Kościół. Jego wysokość to około 24 metrów, także jest dość spory. Bardzo ciekawa inicjatywa. Niestety, ale bardzo wiało, widoczność była zerowa, więc zrobiliśmy tylko kilka zdjęć i zbieraliśmy się w drogę powrotną. Tym samym szlakiem aż do samego dołu.


             Przy wejściu w las od drogi asfaltowej musiałam z Aną zrobić sobie zdjęcie z vanem, który skradł nasze serca. Nawet właściciele stwierdzili, że mają super wóz, więc serdecznie ich pozdrawiam z miejsca!
             Poranna wyprawa, a raczej przyjemny trekking w Beskid Żywiecki. Warto przejść go zimą, choćby, jako niedzielny poobiedni spacer. Szlak zimą bez trudności, ale warto dobrze się mimo tego przygotować. Gór nigdy się nie lekceważy, nawet tych mniejszych. Bardzo przydają się kije, choć momentami przy węższej ścieżce są nie do zniesienia.  Widoki z Bendoszki są naprawdę piękne, ale niestety nie było mi dane ich podziwiać. Cóż, może następnym razem. Na szlaki zawsze się wraca.