Październik 02, 2016

Kozi Wierch od Doliny Pięciu Stawów Polskich!

       Pomysł padł na… Kozi Wierch. Od strony Pięciu Stawów rzecz jasna ( jeszcze wtedy innej opcji nie było widać na horyzoncie, ani nawet się o niej nie myślało). Sprawdzenie pogody, czyszczenie wybłoconych butów z poprzedniej wyprawy, szybkie zakupy, pakowanie i wreszcie pobudka o 2, żeby o 3 móc wyjechać w stronę swojego najukochańszego miejsca na ziemi.
Daję słowo, że nie mogąc doczekać się wyjazdu, główną rolę gra u mnie ekscytacja i rozpierana energia, więc o tak późnej porze nocnej wyskakuję z łóżka bez żadnych grymasów i z uśmiechem na twarzy.
        Zastanawiałam się, jak to będzie. Jeszcze nigdy nie byłam w Pięciu Stawach, więc wyszykowałam aparat, żeby móc utrwalić walory tego miejsca. Nie spodziewałam się jakichś specjalnie dużych trudności, bo jednak dwie gwiazdki z naTatry tego nie sugerowały, a przede wszystkim opis szlaku. Łańcuchów nie było, więc wszystko gra. Taka ciekawostka, czy wiedzieliście, że Kozi jest najwyższym szczytem położonym w całości po polskiej stronie? 
        Wyruszyliśmy kapkę przed 6 rano z Palenicy Białczańskiej z nadzieją, że unikniemy tłumów podążających do Morskiego Oka. No ale… nadzieja matką głupich… Trzeba było to przetrawić, innej opcji nie było. Szybko myśli zajęły pojawiające się, jeszcze idąc asfaltem, pierwsze wysokie szczyty. Niemałe, bo m.in. Gerlach i cała reszta ekipy. Po nużącym przejściu asfaltu, wreszcie weszliśmy na konkretny szlak zielony, który odbija przy Wodogrzmotach Mickiewicza. Duże kamienie ( w czasie deszczu trzeba szczególnie uważać), ale dosyć przyjemnie, bo idzie się lasem. Po niedługim czasie wędrujemy urokliwą Doliną Roztoki i pojawiają się pierwsze skalne szczyty.

I właśnie oczom ukazuje się też Kozi Wierch i fragment Orlej Perci. Wydaje się być jeszcze tak daleko i tak nieosiągalny, mimo, że z lewej strony nie jest taki stromy. 


Przyjemne przejście dolinką i docieramy do Siklawy, największego wodospadu w Polsce. Ochy i achy, zachwyty, bo naprawdę robi wrażenie ( najmilsza jest pryskająca woda i orzeźwiający chłodek, zwłaszcza, gdy jest gorąco). Siklawa sfotografowana, zostaje na wybiegu, by inni mogli podziwiać jej majestat, a my ruszamy dalej.



Szlak odbija do góry i to ostatnie podejście do Pięciu Stawów. Męczące i w dodatku trzeba patrzeć, gdzie stawiać stopy, bo kamienie coraz większe i bardziej, hmm… płaskie. Po chwili ukazują się coraz piękniejsze widoki. Liczymy stawy, czy faktycznie jest ich pięć, ale niestety nie wszystkie je widać, więc zadanie odkładamy na później. Planujemy postój dopiero przed samym zdobywaniem Koziego.


        Pojedzone, brzuchy pełne, ale nie AŻ tak pełne, żeby się czasem coś nie wydarzyło niefajnego i czarnym szlakiem ruszamy do góry. Teren bardzo skalisty, cały czas trawersujemy, nabieramy wysokości. Męcząco, bo słońce bardzo mocno przygrzewa, nie ma dla nas litości ( późniejsza szalona opalenizna dała o sobie znać). Mimo tego, warto się obejrzeć, bo im wyżej się pniemy, tym widoki coraz konkretniejsze. Tatry Wysokie… I pomyśleć, że ktoś tam teraz sobie stoi na Gerlachu, albo na Mięguszach i śmieje się, jak wszystko jest malutkie. My mamy nieco inną perspektywę, bo śmiejemy się niepewnie z tego, jakie to wszystko jest ogromne! 


         Po jakimś czasie, do naszego szlaku dołącza się czerwony Orlej i nimi ruszamy na szczyt, na który zostało kilkanaście minut.


        I po tym czasie, dochodzimy na szczyt. Kozi zdobyty. Panorama na Tatry Wysokie i Tatry Zachodnie. Masyw Świnicy widzimy bardzo dokładnie i przypominamy sobie, że ostatnim razem tam byliśmy. Gdy podeszłam do krawędzi, skąd przychodzi szlak z Koziej Przełęczy, mam takiego stracha, jak nigdy! Ludzie schodzą z drabinki na Kozich Czubach nad samą przepaścią z pionowej ściany. Serce podeszło mi do gardła i jedyne, co nasuwało się na myśl, to słowo „rzeźnia” i „nigdy tam nie pójdę” ( niestety, ale, jak dla mnie stety, wylądowałam tam niecałe dwa miesiące później). 
        Na Kozim było mało ludzi, więc z każdej strony można było sobie posiedzieć i wszystko dokładnie obejrzeć. Minęło może ponad pół godzinki i zaczęliśmy się zbierać na dół. Szkoda, że tym samym szlakiem, ale innego nie ma, jedynie jest przejście Orlą na Granaty, ale tego w planach nie było na ten wypad. Przy schodzeniu, z ręką na sercu i najszczerzej w świecie przysięgam, że kolana to tam dają o sobie znać. Zeszliśmy dość sprawnie, bo w godzinę i kilka minut. Nastroje były idealne, ale trochę zaburzyły je ciemne chmury nad Miedzianym i Świstówką i burzowe dźwięki. Zrobiło się chłodno i nieprzyjemnie. Pierwsze krople deszczu i coraz mocniejsze grzmienie. Myślicie, że ludzie wracali? A skąd. Dalej szli w stronę szczytów szlakami. Trochę bezmyślne, bo potem są wypadki. No trudno. Każdy ma swój rozum i odpowiada za siebie. 
        Na szczęście, gdy zajadaliśmy się przesiąkniętymi dżemem naleśnikami nad brzegiem Przedniego Stawu, zaczęło się rozchmurzać i znów pojawiło się kochane słoneczko. Już się za nim tęskniło. Godzina minęła i trzeba było się zbierać na dół. Powroty są najsmutniejszym fragmentem wypraw. Każdy o tym wie. Jedynie jest motywacja i zapał do tego, by znów wrócić. 
        Schodziliśmy innym szlakiem, zaraz spod schroniska, nad potokiem Roztoka. Dobrze widać szlak na Krzyżne. Zejście zajęło około dwóch godzin i nie ukrywam, męczących dwóch godzin. Słońce przygrzewało bardzo mocno i wzmagało pragnienie. Po upływie tych godzin, dotarliśmy na asfalt, gdzie telefonicznie śledziliśmy wynik meczu Polska-Szwajcaria. Dodatkowe emocje doszły tego dnia. Później już drogą do samochodu i odpoczynek przed trasą. 
        Wszystko, co chcieliśmy, bezproblemowo udało się zrealizować. Podsumowując, szlak łatwy, niewymagający umiejętności, ale wymagający w miarę dobrej kondycji. Zadyszki można dostać, jak się nabiera tempa. Na początki, naprawdę polecam.
         Dobrze, że jeszcze wtedy nie wiedziałam, że tam wrócę, ale od strony, od której nie widziało mi się tam wracać i, że o mały włos, przez swoje koślawe nogi i ślepe oczy, prawie spadnę z Koziego. Grunt, to przeżyć i wrócić pokaleczonym, ale w całości, jednak o tym innym razem. 
       A zainteresowanych zapraszam serdecznie na:
 INSTAGRAMA i FANPAGE’A!