Październik 21, 2016

Co w góry do plecaka na jednodniową wyrypę?

     Ruszając w góry zimą, a nawet i latem, po pierwsze, ciężko się przemóc i zmotywować, żeby w ogóle wyjść z domu. Albo za zimno, albo za ciepło, albo za mokro, albo za sucho, albo mi się nie chce, albo ubrudzę sobie buty, albo mnie spali słońce i się w dodatku spocę się i będę śmierdzieć, albo cały wpadnę do błota i będzie to potem trzeba wszystko prać… i setki tysiące różnych wymówek. Ale! Jeśli już się zmotywujemy i zapadnie definitywna decyzja, że właśnie jutro ruszam w góry to już dziś muszę się dobrze przygotować i spakować to, co najbardziej mi potrzebne. 


Plecak

Biorę już ten plecak, wygrzebany ze stosu innych plecaków i myślę, że będzie odpowiedni. Jaki ten plecak powinien być? Na pewno wygodny, bez dziur i urwanego zamka. Przetarcia nie są mile widziane, ryzykowne jest takowy brać, zwłaszcza wtedy, gdy trasa będzie na kilka godzin marszu, więc raczej nie ma co się kusić. Ważne jest, by posiadał pas biodrowy, który przede wszystkim odpowiada za stabilizację. Dobrze dopasowany po założeniu daje nam komfort w wędrówce, utrzymuje plecak „na biodrach”. Pas piersiowy jest już rzadziej używany, ale mile widziany. Przytrzymuje szelki plecaka, dzięki czemu wszystko trzyma się kupy, nic nie wisi i nie spada z ramion, a pasy są równo upięte. Kiedy bierzemy już nasz dobrze sprawdzony plecak, luzujemy wszystkie szelki i pasy i dopiero po spakowaniu całości sprzętu ( najlepiej następnego dnia), dopasowujemy do swojego ciała, bo plecak po spakowaniu jeszcze zwiększa swoja objętość i spinając wszystko wcześniej, dodajemy sobie tylko pracy, gdyż możemy mieć potem trudność z przepinaniem wszystkich szelek i pasków. Dobrą rzeczą jest też wodoodporny pokrowiec, który zakłada się na zewnątrz i dzięki temu w czasie deszczu, czy śniegu, nic nam nie zmoknie. Worek, czy duża reklamówka też się nada, co sprawdziłam osobiście na największym deszczu, w jakim przyszło mi iść w górach i nic mi nie przemokło. Jeśli ktoś posiada plecak wodoszczelny to nie musi przejmować się pokrowcem. Plecak sprawdzony i co by tu do niego spakować?

Prowiant
Jedzenie w góry to prawdopodobnie, a raczej na sto procent główny gwóźdź programu. Zacznijmy od napojów. Z pewnością będzie to woda niegazowana, niegazowana dlatego, że gazowana nabija i nie sprzyja wędrówce, więc jeśli już mamy taką, to warto dzień przed zostawić otwartą, żeby gaz sobie uciekł. Ilość zależy od zapotrzebowania ( mówimy o jednej osobie). Ja zwykle biorę dwie. Jedni lubią samą wodę, ale dobrze wiemy, że woda wypłukuje wiele z organizmu i szybko ją wypacamy, więc co zrobić, żeby nie pić co pięć kroków? Świetnym rozwiązaniem jest magnez w tabletkach, czy elektrolity, które uzupełnią niedobór, w jakimś stopniu dodadzą energii i uzupełnią niedobór ważnych składników odpowiedzialnych za energię, czy skutek- zmęczenie. Kupimy je w każdej aptece. Są naprawdę bardzo dobrym rozwiązaniem. A jeśli nie mamy możliwości kupienia, to warto wlać do wody trochę soku, wtedy to już nie jest sama woda. Oprócz wody, zawsze mam mały sok, którego wypicie staram się rozłożyć na całą wyprawę. I przede wszystkim herbata w termosie jest podstawą! Często się o niej zapomina, ale wszyscy dobrze wiemy, ile szczęścia daje wypicie gorącej herbatki do kanapki już na szczycie. Z cukrem, wtedy da lekkiego kopa i energii. Napoje mamy przygotowane, teraz pora na jedzonko. Kanapki to najwygodniejsze rozwiązanie. Z warzywem, z czekoladą, z serem, serkiem i z czymkolwiek, ale to muszą być naprawdę apetyczne kanapki. Warto sobie coś do nich wrzucić, smakuje lepiej. Nawet zwykły ser żółty smakuje dziesięć razy lepiej w górach niż zazwyczaj. Bardzo gorąco polecam ugotowane jajko, w kanapce, albo jeszcze w skorupce. Jest wprost idealnym rozwiązaniem! Co by tu jeszcze… Co kto lubi, ale nie ma co przesadzać. Z doświadczenia wiem, że zawsze się coś z powrotem przyniesie, więc nie bierzmy całej lodówki. Kilka razy zrobiłam naleśniki, co z tego, że przesiąknięte dżemem, ale wszystkim skradły serca. Gulasz angielski uwielbiają mężczyźni, więc sprawdza się równie dobrze. Poza kanapkami, może jakiś owoc? Jabłko, gruszka, mandarynka, czy banan? Co kto woli. Spakujmy też jakiegoś batonika, bo przecież dzień bez czegoś słodkiego to dzień stracony.

Tak, pożeram kanapkę z jajkiem i majonezem!
Czekolada
Ten smakołyk postanowiłam wyodrębnić osobno. Bez czekolady ani rusz. Uzupełnia niedobór magnezu i dodaje energii. Gorzka jednak sprawdza się najlepiej. I uwierzcie mi, nawet jeśli jej ktoś nie jada i nie znosi to na szlaku zjada ją pierwszy.

Buty
Obuwie w góry to podstawa. Bez dobrych butów ani rusz. O każdej porze roku. I w dobre buty warto zainwestować. Lepiej zakupić lepszej firmy z dobrą podeszwą i nieprzemakalnością na trzy lata, niż co pół roku kupować jedną parę, bo poprzednia nie będzie się kompletnie nadawać. But ma być przede wszystkim wygodny. Minimalnie luzu, bo będziemy ubierać grube, bawełniane skarpety i żeby nas czasem nic nie ugniatało. Nieprzemakalne, bo pogoda, jak wiemy, w górach jest różna i często się zmienia, więc w każdej chwili może zaskoczyć nas deszcz, a stojącej wody w bucie chyba nikt nie chce mieć. Buty dobieramy w zależności od rodzaju naszego chodzenia. Do wspinaczki zaleca się buty krótkie, bo ułatwiają wspinanie i możemy manewrować stopą, a do typowych górskich marszów oraz w zimie, celujmy raczej w obuwie do kostki, by ją dobrze stabilizowało. Kostka jest dzięki temu bezpieczna i nienarażona na skręcenia. Podeszwa antypoślizgowa, najlepiej wyposażona w Vibram. I powtarzam raz jeszcze, dobrze dopasowany but odpowiada za całą naszą wyprawę!

Kurtka/softshell
Warto mieć w plecaku kurtkę przeciwdeszczową na deszcz, to najczęściej latem, natomiast zimą wyposażmy się w dobrą, ciepłą i nieprzemakalną. Jeśli nie mamy takiej kurtki, zabierzmy pelerynę, która jest dobrym rozwiązaniem. Najważniejsze, by nie być mokrym. A jeszcze lepszą opcją na lato jest softshell, a w razie deszczu peleryna. Wiadomo, gdy idziemy- pocimy się, a dobry softshell z membraną pozwala naszej skórze oddychać i nie musimy ściągać z siebie setki warstw, bo softshellowa kurtka zastąpi nam, co trzeba.

Polar/sweter/bluza
Tutaj już dowolnie. Najlepszy będzie cienki polar z kapturem lub bez, albo wygodna bluza oddychająca lub zwykła, albo zwyczajny sweter. Swetrów nie polecam, bo niestety, ale wzmagają potliwość i kompletnie skóra nie ma dopływu powietrza.

Bielizna termoaktywna
To rzecz, którą każdy górski szwędacz powinien mieć w swojej szafie. Legginsy i bluzka z długim rękawem. Zatrzymuje ciepło, więc zastępuje nam kilka warstw zwykłych bluzek. Legginsy założone pod spodnie, głównie zimą, również trzymają ciepło i nie pozwalają nam przemarznąć. Dzięki takiej bieliźnie, skóra również ma możliwość oddychania. Postawmy po prostu na jakość. Nie jest droga, a naprawdę warto ją mieć. Głównie używa się jej w chłodne dni lata i w zimie.

Spodnie
Spodnie dopasowujemy w zależności od pory roku i pogody, od rodzaju górskiej turystyki i osobistego wyboru. W spodnie również warto zainwestować. Trekkingowe, nieprzemakalne z membraną. To już dla osób, które są w górach stałymi bywalcami o każdej porze roku i w każdych warunkach. W upalne dni lata dobrym rozwiązaniem są krótkie szorty lub dopasowane spodenki, albo legginsy ( przynajmniej nie spiecze nam zabawnie nóg, ale opalenizny nie będzie, wybór pozostawiam każdemu z osobna). Do wspinania się z pewnością wiele osób stawia na wygodę, więc raczej spodnie przyległe, które nie będą przeszkadzać. Jeansy, czy spodnie dresowe na wypady w małe góry raz na jakiś czas są dobre, ale na dłuższą metę się po prostu nie sprawdzają.

Koszulka
Dowolna. Termoaktywna pod bluzę i polar, czy zwykła na ramiączkach, albo podkoszulek latem ( uwaga na spieczone ramiona i ręce). Kto się w czym dobrze czuje to to bierze. Tutaj głębszych zaleceń nie ma. Sama biorę te, które lubię i są wygodne. Jakoś nad koszulkami nigdy długo się nie rozwodziłam i w gruncie rzeczy faktycznie nie ma nad czym.

Aparat
Aparat wiadomo, że warto zabrać. Każdą wycieczkę trzeba przecież udokumentować i utrwalić na zdjęciach. Jedni preferują aparat fotograficzny, a drudzy mają bardzo dobre aparaty w telefonach, więc ten bagaż często im odpada.

Czapka, rękawiczki, szalik/chusta i inne ważne dodatki
Z daszkiem, chustka, czy opaska, która zakrywa nam 3/4 głowy. Zimą, zwykła czapka, której nie jest nam szkoda, tak samo z rękawiczkami. Co do rękawiczek, latem też ich używamy. Na łańcuchach. Idealne rozwiązanie. Dłonie się nie ślizgają i dzięki nim, mamy pewniejszy uchwyt. Chusta, lub wygodny szalik na szyję. Dla osób, które częściej chodzą, ciekawym rozwiązaniem jest wielofunkcyjna chusta. I na głowę i pod szyję, jako opaska na głowę, albo nawet, jako opaska do ocierania twarzy z potu. Na deszczowe lub zimowe wędrówki dobrze sprawdzają się stuptuty ( ochraniacze na łydki z nieprzemakalnego materiału). Dzięki nim doły spodni nie będą takie ubrudzone i mokre, a stuptuty łatwo potem wyczyścić. Na pewno łatwiej niż spodnie.

Apteczka
Góry, jak to góry, nigdy do końca nie możemy być pewni, co nas spotka. Dobrze wyposażoną apteczkę powinien mieć każdy w każde góry. Podstawowym wyposażeniem jest bandaż elastyczny i dziany, plaster, kompresy jałowe, woda utleniona, koc termiczny, leki przeciwbólowe ( na głowę, brzuch, czy coś innego) i mała butelka wody. Polecam też opaskę na kostkę i kolano, zawsze się przydaje, bo jednak nasze nogi są szczególnie narażone na różne naciągnięcia i inne kontuzje.

Olejek do opalania
Bardzo ważna rzecz w lecie. Warto się posmarować tuż przed samym wyjściem, by zapobiec poparzeniom skóry, które są bardzo nieprzyjemne, bolesne i nie wyglądają ciekawie.

Telefon
Najlepiej z włączonym roamingiem w razie, gdybyśmy stracili zasięg polski i złapali z innego kraju ( podróżując po polskich górach i w przypadku wyjść w Tatry Słowackie). Niby dobrze jest się odciąć od świata komórek, ale nasi bliscy się martwią, gdy idziemy w trasę całodniową i okazuje się, że tracimy zasięg i nie mamy kontaktu ze światem. Warto brać pod uwagę wszystko. Jak mówią: przezorny zawsze ubezpieczony.

Skarpety
Wysokie, bawełniane skarpety. W zimie mają grzać i usztywniać kostkę i zapobiegać otarciom, które możemy mieć, gdy weźmiemy zwykłe stopki. Skarpet z różnych sztucznych tkanin nie polecam, bo umrą Wam stopy. Naprawdę. Widziałam już takie stopy i wyglądają przerażająco i muszą dochodzić do siebie.

Kije trekkingowe
Kije sprawdzają się w każdych warunkach i na każdych trasach, oprócz oczywiście wspinaczki. Najlepiej zaopatrzyć się w te podwójnie składane, gdyż po złożeniu są zwyczajnie krótsze i zajmują mniej miejsca. Warto je mieć, gdy wiemy, że trasa będzie długa i męcząca. Kije odciążają nasze kolana przy schodzeniu i ułatwiają nam podejścia. Muszę zaznaczyć, że trzeba pilnować, by dobrze je dopasować do swojego wzrostu przed startem ( kąt prosty między ręką, a kijem, przy zejściu kije muszą być nieco dłuższe, bo przecież nie będziemy się wyginać do przodu, żeby sięgnąć ziemi). Nie zaleca się chodzenia z jednym kijem w jednej ręce. Źle wpływa na kręgosłup i później ta jedna ręka narażona jest na duży, nieprzyjemny ból.

Kosmetyczka/saszetka
Do takiej saszetki chowamy wszystkie drobiazgi, które warto ze sobą zabrać. Portfel, telefon, chusteczki higieniczne lub nawilżane, dodatkowa gumka do włosów dla kobiet, sznurówka, mały dezodorant, pomadka na usta ( zwłaszcza polecam zimą, gdy usta narażone są na pękanie i suchość), okulary przeciwsłoneczne, dla chętnych kompas oraz wiele rzeczy, które według nas samych, mogą się przydać.

Mapa
Jeśli sprawdzimy dokładnie nasz szlak to mapa jest bardziej potrzebna dla ciekawości, ale gdy nie jesteśmy pewni do końca naszej trasy i nie wszystko dokładnie pamiętamy, mapa jest czymś, co każdy górski szwędacz musi posiadać.

Uśmiech i pozytywne nastawienie
Wisienkę na torcie stawiam, jako ostatnią. Idziesz w góry? Uśmiechnij się szeroko, niech wszyscy widzą Twoje piękne zęby! Niech bije z Ciebie radość i dobry humor. Spełniasz swoje marzenia i czeka Cię kolejna wielka przygoda, którą wpiszesz w swój życiorys.